NIE WSTYDŹCIE SIĘ SWOICH RODZICÓW
Z Włodzimierzem Brodiukiem, Starostą Ostródzkim rozmawiał Ireneusz Kondrów
I.K.: Co zrobić, aby osiągnąć sukces np. zostać starostą?
W.B.: Pozytywiści lansowali pracę u podstaw jako receptę na rozwój społeczeństwa i ja się z nimi zgadzam. Również w sferze jednostki. Osiągnięcie celu wymaga żmudnej i systematycznej pracy, konsekwentnego działania. W polityce istotna jest też rzeczywista, a nie tylko pozorowana, wrażliwość na sprawy ludzi, poruszanie tych spraw w ich imieniu. Życie weryfikuje tę postawę bardzo szybko. W moim przypadku efekt tej weryfikacji jest taki, że od 1994 roku byłem aż trzykrotnie radnym miejskim. W sumie 12 lat. Pewnie wybór na funkcję starosty można też uznać za sukces, ale moim głównym sukcesem jest zbudowanie dość mocnych struktur Platformy Obywatelskiej w powiecie ostródzkim i w konsekwencji wygranie wyborów samorządowych. Były też porażki, ale nie zniechęcały mnie. Przeciwności mnie raczej mobilizują.
I.K.:Jaki wpływ na Pańską działalność społeczną ma fakt przynależności do mniejszości ukraińskiej?
W.B.: Ostróda i powiat ostródzki to konglomerat kilku narodowości i około dziesięciu wyznań. Mieszka tu sporo obywateli Polski należących do mniejszości niemieckiej i ukraińskiej. Obok katolików liczną grupę stanowią ewangelicy. Żyjemy tu zgodnie. Jednak istnieje margines, który pokazuje ksenofobiczne oblicze. Zwłaszcza podczas wyborów. Paszkwile z obelżywymi treściami, kłamstwami i nienawiścią, odwołujące się do najniższych uczuć, były na porządku dziennym. Pewnie powtórzą się i przy najbliższych wyborach, ale ich oddziaływanie jest coraz mniejsze. Ludzie potrafią oddzielić fałsz od prawdy. Nie bez znaczenia jest też to, że nie ukrywam swojej ukraińskości. Jestem z pochodzenia Ukraińcem, ale jestem obywatelem Polski i Polska jest moją ojczyzną.
I.K.: W jaki sposób udało się Pana rodzinie zachować greckokatolicką tożsamość wyznaniową?
W.B.: Tak jak Kościół katolicki był ostoją polskości w czasie zaborów, tak Cerkiew greckokatolicka była ostoją ukraińskości. Wiara utrwalała język i poczucie przynależności narodowej, ale komunistyczna propaganda, szykany i strach swoje robiły. Także w mojej rodzinie. Z mego pokolenia wielu w ogóle nie mówi w języku swoich ojców albo mówi kiepsko. Ukrywają swoje pochodzenie, a nawet odcięli się od własnych korzeni. Bo tak wygodniej. Ale w wielu rodzinach mama klękała z dzieckiem przed ikoną i modliła się w języku ukraińskim. Tak przetrwała tożsamość wyznaniowa i narodowa. Wielu jej nadal nie ujawnia. Najstarsze pokolenie nadal odczuwa lęk. Moje przeżyło swoiste rozdwojenie jaźni, ale nasze dzieci już nie ukrywają swego pochodzenia i wyznania. I to zasługa czasów, ale i rodziców. Moich także. Oni ukształtowali mnie takim, jakim dziś jestem. I za to im dziękuję.
I.K.: Może poda Pan jakąś receptę dla naszych czytelników - jak żyć, aby nie wstydzić się swojego pochodzenia wyznaniowego - greckokatolickiego i narodowego - ukraińskiego?
W.B.: A czego się wstydzić? Jesteś złodziejem czy draniem? Niech każdy odpowie sobie na pytanie, kim jest. Niech odpowie sobie, czy wstydzi się swoich rodziców i dziadków. Niech spojrzy w lustro. W normalnym kraju, a przecież taki budujemy, ważne jest, co sobą reprezentujesz, jakim jesteś człowiekiem, czy potrafisz coś dać innym od siebie. Nie jest ważne: Polak, Cygan, Ukrainiec czy Niemiec. Nieważne też, w jakiej świątyni się modlisz… Wszyscy się modlimy do jednego Boga. Recepta to być sobą. Ja staram się takim być. Nie ukrywam, że jestem Ukraińcem. Chodzę do cerkwi, którą wysiłkiem społeczności ukraińskiej od kilku lat z mozołem budujemy. I to daje rezultat. Staje się normalnością. Nasz papież Jan Paweł II głosił potrzebę ekumenizmu, który oznacza równość wyznań. U nas w Ostródzie to przesłanie Ojca Świętego staramy się wdrażać w codzienność.
I.K.: Co myśli Pan o zmianie kalendarza z juliańskiego (obecny kalendarz) na gregoriański?
W.B.: Życie niesie potrzebę zmian. Przejście na kalendarz gregoriański umożliwi dogodniejsze uczestnictwo w życiu religijnym. Wolne wówczas od pracy dni świąteczne sprzyjać też będą integracji rodzinnej. Łatwiej można wtedy spotkać się przy świątecznym stole i kultywować nasze narodowe tradycje. Mimo, że wówczas obchodzilibyśmy święta w tym samym czasie, co w kościele rzymskokatolickim, to łatwiej byłoby utrzymać odrębność wyznania i kultury. W rozwiązaniu tym widzę więc głównie zalety.
I.K.: Jak ocenia Pan relacje pomiędzy Polską i Ukrainą w ostatnich kilku latach?
W.B.: Sądzę, że stają się coraz bardziej normalne. To wynika z sąsiedztwa obu krajów i przekonania, że sąsiedzi powinni się wspierać we własnym interesie. Ale jeszcze ważniejsze są coraz bliższe kontakty międzyludzkie. Dużą rolę w ich organizacji odgrywają samorządy różnych szczebli, m.in. poprzez organizację wymiany grup młodzieżowych czy zespołów artystycznych. Takie kontakty burzą utrwalane latami po obu stronach granicy stereotypy. Jest to istotne tym bardziej, że nadal mamy do czynienia z próbami siania nienawiści przez różnej maści politykierów, pseudohistoryków, a nawet księży, którzy tylko dzięki temu mogą publicznie zaistnieć.






