Strona główna » Ekumenizm » Małżeństwo - sakrament podziałów?

Małżeństwo - sakrament podziałów?

 Ks. Bogdan Pańczak

Małżeństwo - sakrament podziałów?


 

 

„Biskupi Stanów Zjednoczonych uroczyście oświadczają, że obecność pośród nas żonatych kapłanów rytu greckiego jest ustawicznym zagrożeniem dla czystości naszego nieżonatego kleru, przyczyną zgorszenia dla świeckich i dlatego też czym prędzej ten punkt dyscypliny będzie zniesiony, zanim to zło przybieże szerssze rozmiary, tym lepiej dla sprawy religii, gdyż utrata kilku dusz greckiego rytu jest niczym w porównaniu z błogosławieństwem płynącym z jedności dyscypliny”.
Myliliby się jedni, być może rozczarowaliby się drudzy, gdyby sądzili, że amerykańscy biskupi wspierają swym głosem opinię i sugestie wyrażone w liście kardynała Angelo Sodano do Nuncjusza Apostolskiego w Polsce odnośnie posługi żonatych kapłanów greckokatolickich w Polsce. W rzeczywistości wypowiedzieli się oni tak, ale 105 lat temu - w roku 1893 w Chicago. Ich słowa przypomniał metropolita dla ukraińskich grekokatolików w Stanach Zjednoczonych, arcybiskup Filadelfii Stefan Sułyk, przemawiając podczas Synodu Biskupów dla Ameryki w Watykanie 17 listopada 1997 r. Następnie ukraiński biskup stwierdził: „Wrogie nastawienie i pozbawiona miłosierdzia postawa łacińskiej hierarchii wobec katolików wschodniej tradycji miały negatywny wpływ na Wschodnie Kościoły Katolickie w USA, efekty którego odczuwane są do dziś”. Najcięższą stratą było odejście około dwustu tysięcy grekokatolików, pozbawionych własnych duszpasterzy, do Kościoła prawosławnego. Negatywne skutki niegdysiejszej wrogiej postawy łacińskich biskupów USA wobec żonatego kleru nie ograniczają się jednak tylko do samych Katolickich Kościołów Wschodnich. Metropolita Sułyk uświadamiał słuchaczom, że „nawet dziś prawosławni na całym świecie przypominają tę historię, ze wszystkimi jej skutkami, jako dowód na to na ile uzasadnione są obawy przed zbliżeniem z Rzymem”.

 


O fatalnym wpływie listu kardynała Sodano na dialog ekumeniczny, który i tak trwa już w stanie quasi-stagnacji mówią i zapewne mówić będą jeszcze inni. Tu zaś zwróćmy uwagę na to co spowodowało, że ten list wśród katolików wschodnich wywołał szok i konsternację. W aspekcie formalnym mógłby dziwić fakt, że w całym kontekście listu brakuje jakiegokolwiek odniesienia do Kongregacji Kościołów Wschodnich - dykasterium, które zajmuje się wszystkimi sprawami dotyczącymi wschodnich katolików. Jakiekolwiek byłyby tego przyczyny z reakcji na list jasno widać, że ocaliło to wspomnianą Kongregację przed najgorszym - utrata autorytetu wobec wszystkich Kościołów Wschodnich. A ten autorytet w ostatnich latach wzrósł niepomniernie, gdyż to właśnie Kongregacja Kościołów Wschodnich, wcielając w życie nauczanie Vaticanum II i Jana Pawła II, jest siłą napędową wielu inicjatyw, które mają na celu skrystalizowanie tożsamości wschodnich katolików oraz obroną ich godności. To, że zabrakło konsultacji ze strony Wschodniej Kongregacji widać przede wszystkim w sferze terminologii, którą posługuje się list kardynała Sodano. Chodzi o używanie słowa „obrządek” (ryt) na określenie tego co zgodnie z nowym Kodeksem Kanonów Kosciołów Wschodnich (KKKW) jest Kościołem sui iuris. Ten błąd wywołał wielkie zaniepokojenie w łonie Bizantyńskiego Kościoła Katolickiego (Zakarpackiego) w Stanach Zjednoczonych. Editorial „Eastern Catholic Life”, oficjalnego wydania diecezji Passaic tegoż Kościoła przypomina, że według KKKW Kościół sui iuris to „grupa chrześcijan złączona przez hierarchię, zgodnie z normami prawa, którą najwyższa władza Kościoła wyraźnie lub milcząco uznaje jako sui iuris”. Obrządek natomiast to „liturgiczne, teologiczne, duchowne i dyscyplinarne dziedzictwo, różne ze względu na kulturę i uwarunkowania historyczne narodów, które wyraża się w sposobie praktykowania wiary, właściwym dla każdego Kościoła sui iuris”. Autorzy editorial stwierdzają, że „zacieranie znaczeń dwóch różnych słów, czy też zamienne ich używanie jest nie tylko nieprawidłowe, lecz wręcz niebezpieczne dla utrzymania jasnej percepcji, zrozumienia i docenienia wspólnoty ludzi złączonych przez wspólną tradycję. Wywołuje to szczególne zaniepokojenie, gdy dokonuje się na najwyższych szczeblach hierarchii”.

 


Traktując sprawę pracy żonatych kapłanów na terenie Polski wspomina się w liście o „stałej tradycji” celibatu duchownych greckokatolickich w Polsce. Nie odpowiada to prawdzie. Stałą była tradycja pełnej wolności wyboru stanu cywilnego przed przyjęciem święceń kapłańskich, którą to praktykę próbował zmienić biskup przemyski Jozafat Kocyłowski. Po Drugiej Wojnie Światowej, na początku lat 80-tych, gdy seminaria duchowne kończyli klerycy, którzy mogli otwarcie przyjąć święcenia jako grekokatolicy, na porządku dziennym stanął problem stanu święconych. List ówczesnego prefekta Kongregacji Kościołów Wschodnich ustanawiał obowiązek celibatu. Trudno te dwa epizody - bo w kontekście całej historii to nic więcej jak tylko epizody - nazwać „stałą tradycją”. Pomimo to w Polsce pracuje kilku żonatych kapłanów greckokatolickich, obywateli Polski, inkardynowanych do którejś z dwóch diecezji.

 


List kardynała Sodano stwierdza następnie, że „zmiana tej stałej tradycji nie może być dokonana bez konsultacji z Konferencją Episkopatu Polski i uzyskania zgody Stolicy Świętej”. To zobowiązanie do konsultowania łacińskiej Konferencji Episkopatu jest prostą konsekwencją traktowania „grupy chrześcijan złączonej przez hierarchię, zgodnie z normami prawa...” jako obrządku. By znowu zacytować editorial: „traktowanie Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, albo jakiegokolwiek innego Kościoła Wschodniego jako obrządku Kościoła katolickiego oznacza minimalizowanie jego statusu z Kościoła do formy podgrupy (subdivision) Kościoła rzymskokatolickiego”.

 


Trzecia i ostatnia sugestia wyrażona w liście - sięgnięcie w razie potrzeby po pomoc kapłanów birytualistów to także konsekwencja takiego traktowania Kościołów wschodnich: jeśli wszystko sprowadza się do rytu, to rozwiązaniem całego problemu, trochę w duchu folklorystycznym, jest zagwarantowanie obecności kogokolwiek, kto będzie w stanie odprawiać w danym rycie. Takie podejście do całej kwestii skomentowano w cytowanym już editorial słowami: „jeśli Wschodni Kościół Katolicki jest traktowany jako ryt, to nie powinno stanowić żadnej różnicy to, czy jego duchowieństwo jest obrządku rzymskiego czy wschodniego, albowiem każdy z nich jest obrządkiem katolickim. Jeśli tak, to Wschodnie Kościoły Katolickie istnieją jako Kościoły tylko na papierze (de iure), lecz nie faktycznie (de facto); w takim wypadku nie istnieją one jako Kościoły, a tylko jako obrządki”.

 


Główny powód napisania listu, jak wynika z jego treści, to „aktualna sytuacja, która stwarza nowe problemy”. W rzeczywistości jednak aktualna sytuacja nie wnosi nic nowego. Polska to nie Stany Zjednoczone i nie Irlandia, skąd w większości wywodzili się biskupi, którzy w 1893 r. w imię ochrony czystości kleru łacińskiego, wymagali skasowania praktyki wyświęcania żonatych mężczyzn. Od zarania dziejów łacińscy katolicy obcują w Polsce z chrześcijanami tradycji wschodniej, a więc i z żonatym duchowieństwem. A po roku 1945, wskutek likwidacji Kościoła greckokatolickiego przez komunistyczny reżim, kilku żonatych kapłanów greckokatolickich było zmuszonych nauczyć się obrządku łacińskiego i pracować w łacińskich parafiach. Cieszyli się uznaniem wiernych, a niektórzy byli znanymi spowiednikami, i to nie tylko dla świeckich. Dlatego też doprawdy trudno zrozumieć jakie „nowe problemy” stwarza w Polsce obecność siedmiu żonatych kapłanów z Ukrainy, z których nie wszyscy przebywają tu z rodzinami.

 


Wiadomość o liście kardynała Sodano wywołała wielkie zainteresowanie i poruszenie. Zjawiają się komentarze uzasadniające zawarte w nim stwierdzenia. w Polsce są one dziełem ks. bpa Tadeusza Pieronka, który w wypowiedzi dla KAI stwierdził, że praktyka celibatu „obowiązuje w Polsce od niepamiętnych czasów, obowiązuje też we wszystkich diecezjach greckokatolickich na świecie, poza Ukrainą”. O „niepamiętności” tej praktyki dopiero co była mowa. Odnośnie zwyczajów obowiązujących w innych diecezjach greckokatolickich na świecie, to, pomijając dyskusyjną sprawę zachodniej diaspory, trzeba przypomnieć, że paradoksalnie tylko na terytorium dawnej diecezji przemyskiej i Apostolskiej Administracji Łemkowszczyzny, czyli w granicach dzisiejszej Polski, wspomnianym już listem prefekta Kongregacji Wschodniej wprowadzono obowiązek celibatu. Nic takiego nie wprowadzono ani w Słowacji, ani na Węgrzech, ani też w całej byłej Jugosławii, gdzie żyją grekokatolicy wywodzący się z tej samej kościelnej tradycji.

 


Bardziej kuriozalna jest wypowiedź biskupa Pieronka dla Życia z 22 maja. Czytamy tam, że „nie chodzi tu o narodowość tych księży, ale o utrzymanie jedności dyscypliny kościelnej w Polsce. Zgodnie z nią księża katoliccy wszystkich obrządków powinni pozostawać w stanie bezżennym”. Pójdźmy tym tropem i zastosujmy podaną tu zasadę „jedności dyscypliny kościelnej” w szerszym kontekście, gdyż nie należy chyba sądzić, że ks. bp Pieronek egoistycznie pragnąłby takich specjalnych, niewątpliwie upraszczających działalność Kościoła, „zrównujących” praw tylko dla Polski. Polska jest krajem o większości katolickiej, tej łacińskiej. W imię utrzymania w niej jedności dyscypliny kościelnej wszyscy inni katolicy - bo od niekatolików nikt chyba jeszcze tego nie będzie wymagał - czy to bizantyńskiej, czy też jakiejkolwiek innej tradycji powinni zapomnieć o własnej tradycji i przyjąć tradycję łacińską, w której nie ma innego kapłaństwa, jak tylko tego, w którym obowiązuje celibat. Natomiast Ukraina, Liban i jeszcze kilka innych krajów to miejsca, gdzie w porównaniu z łacinnikami większość stanowią katolicy innych tradycji. Nie znają oni innego kapłaństwa, jak tylko takiego, gdzie istnieje możliwość wyboru stanu. W tych krajach żyją także katolicy tradycji łacińskiej. Czyż w imię „utrzymania jedności dyscypliny kościelnej” także łacinnicy w tych krajach nie powinni dostosować się do zwyczajów, którymi rządzi się większość. Życie uczy, że tak zinterpretowana nowatorska zasada ks. bpa Pieronka znalazłaby wielu zwolenników.

 


Problem sprowadza się do tego, by siostrzany Kościół łaciński zrozumiał, że żonate kapłaństwo nie jest ciężarem, w zrzuceniu którego należy pomóc wschodnim chrześcijanom. Wyraźnie świadczy o tym chociażby to, co w relacji z Synodu Biskupów dla Azji pisał Marek Lehnert w TP z 31 maja „przedstawiciele Kościołów z Bliskiego Wschodu uwypuklali z dumą swoją odrębność, np. w kwestii żonatych księży, i domagali się dla nich miejsca w azjatyckim kontekście”. Z drugiej strony i hierarchia, i zaangażowani świeccy Kościołów wschodnich zdają sobie sprawę, jak bardzo, w obliczu wielkich wyzwań przed którymi stoją Kościoły wschodnie, potrzebni są kapłani celibatariusze. Do takiej odważnej decyzji gorąco zachęcał lubelskich seminarzystów Patriarcha Josyf Slipyj, jeden z największych autorytetów Kościoła greckokatolickiego w jego historii, gdy na początku lat osiemdziesiątych ważyła się sprawa dyscypliny w Polsce. Do tego wzywają również biskupi grecokatoliccy, a także ogólnokościelny Sobór, który odbył się jesienią 1996 roku we Lwowie. Nikomu jednak nie przychodzi na myśl, by odwieczny zwyczaj zmienić arbitralną decyzją.

 


Wschodni katolicy rozsiani przez koleje losu po całym świecie utrzymują ścisłe kontakty z Kościołami w swych ojczyznach, z którymi, poprzez ustrój synodalny, tworzą jeden organizm. A to oznacza wzajemne wspieranie się - materialne, duchowe i personalne. Sytuacja w Polsce jest fragmentem większej całości i żonaci kapłani różnych Katolickich Kościołów Wschodnich pracują w wielu krajach kultury łacińskiej. Z tego też powodu list kardynała Sodano wywołał taki rezonans w świecie. Gdyby zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego w Polsce nie podjął dyskusji z Sekretariatem Stanu i literalnie zaaplikował wskazania listu, to tym samym popełniłby moralne samobójstwo wobec wszystkich Katolickich Kościołów Wschodnich.

 


Ta sprawa, podobnie jak i zaistniała kilka lat temu kwestia włączenia diecezji przemyskiej do łacińskiej metropolii warszawskiej, znowu wzburzyła greckokatolicką diasporę, tak bardzo przeżywającą sprawy swojego Kościoła na rodzimych ziemiach. Emocje podpowiadają niektórym propozycje działań dalekich od ducha Ewangelii. Większość pyta, jak ma się działalność siedmiu żonatych kapłanów z Ukrainy w Polsce do pracy kilkuset łacińskich księży z Polski na Ukrainie. Pozostaje wierzyć, że tak jak rekordowo szybko wybrnięto z decyzji o podporządkowaniu greckokatolickiej diecezji przemyskiej łacińskiej metropolii warszawskiej, tak samo rozwiązany zostanie aktualny problem. Bo czyż małżeństwo, niezależnie od tego kogo dotyczy, może być przyczyną niepokoju i podziału.

 


Ostatnią, być może najboleśniejszą sprawą, jest powoływanie się w liście na upoważnienie ze strony Ojca Świętego. Przyjęcie tych słów wymaga zaakceptowania czego niewiarygodnego - tego mianowicie, że Jan Paweł II, promulgator Kodeksu Kanonów Kościołów Wschodnich, autor listu Orientale Lumen oraz niezliczonych wypowiedzi zachęcających i wzywających do poszanowania godności wschodnich chrześcijan, zaprzecza sam sobie.

 




Rss Facebook Twitter Digg Wykop
  Odsłon: 5403


  • Kyrie elejson

  • Nyni otpuszczajeszy

  • Tropar Uspeniju

  • Sława w wysznich Bohu


No polls available at this time.


viagra 100mg australia waar kan ik viagra pillen kopen