Strona główna » Artykuły » Teologia » O BOGU, CZY BÓG JEST

O BOGU, CZY BÓG JEST



KWESTIA 2 TRAKTATU O BOGU
SUMMY TEOLOGICZNEJ
TOMASZA Z AKWINU

O BOGU, CZY BÓG JEST

„Głównym zamiarem wiedzy świętej jest przekazanie wiedzy o Bogu, ale nie tylko wedle tego, jaki jest sam w sobie, lecz także stosownie do tego, że jest zasadą i celem rzeczy, a w szczególności zasadą i celem stworzeń rozumowych, jak wynika z tego, co powiedziano powyżej (1,7). Wykładając tę naukę, rozważać będziemy, po pierwsze, o Bogu, po drugie, o ruchach stworzeń rozumnych ku Bogu (II), po trzecie, o Chrystusie, który jako człowiek, jest dla nas drogą do Boga (III).


Rozważania o Bogu dzielą się na trzy części. Po pierwsze, rozpatrzymy zagadnienia, które odnoszą się do boskiej istoty, po drugie - te, które dotyczą rozróżnienia osób (27), po trzecie, te, które wiążą się z pochodzeniem stworzeń od Niego(44).


Odnośnie do istoty boskiej, po pierwsze, należy rozważyć, czy Bóg jest, po drugie, w jaki sposób jest czy też raczej nie jest (3), a po trzecie, trzeba będzie zastosować się nad tym, co należy do Jego działań, mianowicie nad wiedzą ((14), wolą (18) i mocą (25)".  

ARTYKUŁ 1

CZY ISTNIENIE BOGA JEST OCZYWISTE

„Wydaje się, że istnienie Boga jest oczywiste.
1. Powiada się, że to jest dla nas oczywiste, czego poznanie tkwi w nas z natury, jak widać w przypadku pierwszych zasad, ale Jan z Damaszku powiada na początku I księgi traktatu O wierze prawdziwej: „poznanie istnienia Boga zostało wszystkim wszczepione z natury". Istnienie Boga jest zatem oczywiste.


2. To nazywamy oczywistym, co poznaje się wraz z poznaniem terminów. Filozof przypisał to pierwszym zasadom dowodzenia w I księdze Analityk wtórych. Skoro pozna się, czym jest całość i czym jest część, to wiadomo, że wszelka całość jest większa od swojej części. Gdy jednak zrozumie się, co oznacza nazwa Bóg, to wiadomo od razu, że Bóg jest. Ta nazwa oznacza bowiem to, od czego niczego większego nie można oznaczyć. To zaś, co jest w rzeczywistości i w intelekcie, jest większe od tego, co jest tylko w intelekcie. Z faktu zatem, że jeśli zrozumie się nazwę Bóg, to jest on już w intelekcie, wynika również, że jest w rzeczywistości. Istnienie Boga jest więc oczywiste.


3. Istnienie prawdy jest oczywiste, ponieważ ten, kto przeczy, że prawda istnieje, przyjmuje istnienie prawdy. Jeśli bowiem nie ma prawdy, prawdziwe jest to, że prawdy nie ma. Jeśli jednak coś jest prawdziwe, to musi istnieć prawda. Bóg zaś jest samą prawdą, jak czytamy w Ewangelii Jana (14, 6) : „jam jest droga, i prawda, i życie". Zatem istnienie Boga jest oczywiste.


Ale nikt nie może pomyśleć przeciwieństwa tego, co oczywiste, jak powiada Filozof w IV księdze Metafizyki i I księdze Analityk wtórych w odniesieniu do pierwszych zasad dowodzenia. Można jednak pomyśleć coś przeciwnego istnieniu Boga, zgodnie z tym, co czytamy w Psalmie (51, 1): „rzekł głupi w sercu swoim: nie masz Boga". Istnienie Boga nie jest więc oczywiste.


Odpowiadam, że coś może być oczywiste na dwa sposoby: albo samo w sobie, ale nie ze względu na nas; albo samo w sobie i ze względu na nas. Jakieś zdanie jest oczywiste wtedy, gdy orzecznik zawiera się w pojęciu podmiotu, na przykład „człowiek jest zwierzęciem", bo zwierzę należy do pojęcia człowieka. Gdy by więc wszyscy wiedzieli, czym jest orzecznik i podmiot, to zdanie byłoby oczywiste dla wszystkich, jak widać to w pierwszych zasadach dowodzenia, których terminy są pewnymi znanymi wszystkim pojęciami ogólnymi. Na przykład byt i niebyt, całość i część i tym podobne. Gdyby niektórzy nie wiedzieli , czym jest orzecznik i podmiot, to zdanie samo w sobie byłoby oczywiste, chociaż nie byłoby oczywiste dla tych, którzy nie znają orzecznika i podmiotu. Dlatego, jak powiada Boecjusz w księdze O hebdomadach, istnieją pewne ogólne pojęcia umysłu, które są oczywiste tylko dla uczonych. Na przykład to, że rzeczy niecielesne nie znajdują się w żadnym miejscu.


Twierdzę więc, że zdanie „Bóg jest" samo w sobie jest oczywiste, ponieważ orzecznik jest tym samym, co podmiot. Bóg jest bowiem swoim istnieniem, jak zostanie pokazane poniżej (3, 4). Ponieważ jednak my nie wiemy o Bogu, czym jest, to zdanie „Bóg jest" nie jest dla nas oczywiste, ale wymaga udowodnienia za pomocą tego, co jest bardziej znane ze względu na nas, a mniej znane z natury, czyli przez dzieła.
Na pierwsze odpowiadam, że poznanie istnienia boga jest nam w jakiejś ogólności i niejasno wszczepione z natury dlatego, że Bóg jest szczęściem człowieka. Człowiek bowiem z natury pragnie szczęścia; a to, czego pragnie z natury, z natury również poznaje. Nie jest to jednak poznanie zasadnicze istnienia Boga, tak jak poznanie nadchodzącego nie jest poznaniem Piotra, chociażbym nadchodzącym jest Piotr. Wielu bowiem uważa, że doskonałym dobrem człowieka, czyli szczęściem jest bogactwo, inni znowu, że rozkosz, a inni, że jeszcze coś innego.


Na drugie odpowiadam, że może się zdarzyć, że ten, kto słyszy nazwę „Bóg", nie poznaje, że oznacza ona coś, nad co nie można pomyśleć niczego większego, skoro niektórzy wierzyli, że Bóg jest ciałem. Gdyby nawet przyjąć, że ktoś poznaje, że nazwa „Bóg" oznacza to, czym mowa, czyli to, od czego nie można pomyśleć niczego większego, to jednak z tego nie wynika, ze ten ktoś poznałby, że to, co oznacza ta nazwa, istnieje w rzeczywistości, lecz poznałby, że istnieje tylko w ujęciu intelektu. Można też spierać się, że coś istnieje w rzeczywistości, tylko wówczas, gdy ktoś dopuszcza, że istnieje w rzeczywistości coś, od czego nie można pomyśleć niczego większego, a tego nie uznają ci, którzy twierdzą, że Boga nie ma.
Na trzecie odpowiadam, że istnienie prawdy jest dla wszystkich oczywiste, lecz istnienie pierwszej prawdy, nie jest dla nas oczywiste".  
      
ARTYKUŁ 2

CZY MOŻNA DOWIEŚĆ ISTNIENIA BOGA

„Wydaje się, że nie można dowieść istnienia Boga.
1. Istnienie Boga jest prawdą wiary, a tego, co należy do wiary, nie dowodzi się, ponieważ przez dowód dochodzi się do wiedzy, a wiara jest „o rzeczach niewidzialnych", jak czytamy u Apostoła w Liście do Żydów (11, 1). Nie można zatem dowieść istnienia Boga.


2. Środkową przesłanką dowodu jest to, czym coś jest, a o Bogu nie możemy wiedzieć czym jest, lecz tylko, czym nie jest, jak powiada Jan z Damaszku. Nie możemy dowieść istnienia Boga.
3. gdyby dowodziło się istnienia boga, to nie inaczej jak z jego dzieł, ale jego dzieła nie są Mu współmierne, ponieważ On sam jest nieskończony, a działa skończone. To, co skończone, nie pozostaje w proporcji do nieskończonego. Skoro więc przyczyna nie może być dowiedziona przez skutek, który jest jej niewspółmierny, wydaje się, że istnienia Boga nie można dowieść.


Do przeciwnego jednak wniosku prowadzi nas to, co czytamy u Apostoła Pawła w Liście do Rzymian (1, 20): „niewidzialne Jego przymioty przez zrozumienie tych rzeczy, które są uczynione, bywają poznane". Istnienie Boga nie można dowieść inaczej jak tylko przez jego dzieła, bo pierwszym, co należy o czymś poznać, jest to, czy istnieje.


Odpowiadam, że istnieją dwa rodzaje dowodów. Jeden - przez przyczynę, nazywany „dlaczego" - polega na dowodzeniu za pomocą tego, co jest zasadniczo pierwsze. Drugi zaś - przez skutek, nazywany dowodem „ponieważ" - polega na dowodzeniu za pomocą tego, co pierwsze dla nas. Jeśli bowiem jakiś skutek jest dla nas bardziej oczywisty niż jego przyczyna, to przez skutek dochodzimy do poznania przyczyny. Z dowolnego zaś skutku można dowieść istnienia jego właściwej przyczyny tylko wtedy, gdy jej skutki są nam lepiej znane, ponieważ gdy skutek zależy od przyczyny, to, skoro zaszedł skutek, konieczne jest, by wcześniej była przyczyna. Zatem istnienia Boga stosownie do tego, że nie jest oczywiste dla nas, można dowieść przez znane nam skutki.


Na pierwsze odpowiadam, że istnienie Boga i inne prawdy tego rodzaju, które można poznać o bogu rozumem przyrodzonym, jak powiada się w Liście do rzymian (1, 19), nie są prawdami wiary, lecz przedsionkami prawd wiary. Wiara zakłada bowiem poznanie naturalne tak jak łaska naturę, a doskonałość - to, co jest zdolne do doskonalenia się. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by to, co można dowieść i poznać samo w sobie, zostało przyjęte jako przedmiot wiary przez kogoś, kto nie rozumie dowodzenia.


Na drugie odpowiadam, że gdy dowodzi się przyczyny przez skutek, to, by dowieść istnienia przyczyny, należy koniecznie posłużyć się skutkiem w miejsce definicji przyczyny. W największym stopniu dotyczy to Boga. Ponieważ, by dowieść, że coś istnieje, należy koniecznie przyjąć za średnią przesłankę to, co oznacza nazwa, a nie to, czym coś jest, gdyż pytanie ‘czym jest" następuje dopiero po pytaniu „czy jest". Imiona Boga zaś nadaje się od dzieł, jak później zostanie wykazane (13, 1). Dowodząc zatem istnienia Boga z jego dzieł możemy przyjąć za środkową przesłankę to, co oznacza nazwa „Bóg".
Na trzecie odpowiadam, że nie jest możliwe doskonałe poznanie przyczyny ze skutków niewspółmiernych przyczynie. Jednakże z dowolnego skutku można dowieść w sposób dla nas oczywisty istnienie przyczyny, jak zostało powiedziane (w korp.). Toteż z dzieł Bożych można dowieść istnienia Boga, chociaż nie możemy przez nie poznać go w sposób doskonały w jego istocie".   

ARTYKUŁ 3

CZY BÓG JEST

„Wydaje się, że Boga nie ma.
1. Gdyby jedno z przeciwieństw było nieskończone, to drugie uległoby całkowitemu zniszczeniu, a w nazwie „Bóg" poznaje się, że jest On pewnym nieskończonym dobrem. Gdyby więc Bóg istniał, to nie byłoby żadnego zła. Zło jednak jest w świecie. Zatem Boga nie ma.


2. To, co może dokonać się dzięki mniejszej liczbie zasad, nie dokonuje się dzięki większej. Niemniej wydaje się, ze wszystko, co pojawia się w świecie, może się dokonać przez inne zasady, gdyby założyć, że Boga nie ma, ponieważ rzeczy naturalne sprowadzają się do zasady, którą jest natura. To natomiast, co wynika z postanowienia, sprowadza się do zasady, którą jest rozum ludzki albo wola. Nie ma zatem żadnej konieczności, by twierdzić, że Bóg jest.
Ale w Księdze Wyjścia (3, 14) dowiadujemy się od Boga: „jam jest, który jest".


Odpowiadam, że to, że Bóg jest, można uzasadnić pięcioma drogami. Pierwsza i najbardziej wyraźna droga wychodzi od ruchu, bo jest pewne i stwierdzone przez zmysły, że w tym świecie rzeczy są w ruchu. Wszystko zaś, co się porusza, jest poruszane przez coś innego. Nic bowiem nie porusza się inaczej jak tylko dlatego, że znajduje się w możności wobec tego, do czego zmierza. Coś porusza zaś o tyle, o ile jest urzeczywistnione. Poruszanie czegoś jest bowiem wyprowadzaniem czegoś z możności do urzeczywistnienia, a z możności do urzeczywistnienia jest zdolny wyprowadzić tylko byt urzeczywistniony. Na przykład to, co ciepłe w urzeczywistnieniu, czyli ogień, powoduje, że drewno, które jest ciepłe w możności, staje się rzeczywiście ciepłe dzięki temu, że ogień wprawia je w ruch i przemienia. Nie jest jednak możliwe, by to samo było zarazem urzeczywistnione i w możności pod tym samym względem, ale tylko pod różnymi względami. To bowiem, co jest ciepłe rzeczywiście, nie może być ciepłe w możności, ponieważ w możności może być tylko zimne. Nie jest zatem możliwe, by pod tym samym względem coś poruszało i było poruszane albo żeby poruszało samo siebie. Wszystko więc, co się porusza, musi być poruszane przez coś innego. Jeśli więc to, przez co zostało poruszone, też się porusza, to ono samo musi być poruszane przez coś innego, a to przez coś jeszcze innego. Nie należy tu jednak postępować w nieskończoność, gdyż w ten sposób nie byłoby pierwszego poruszającego i, co za tym idzie, nie byłoby też drugiego poruszającego. Ponieważ to, co porusza jako drugie, wprawia w ruch tylko dzięki temu, że zostało poruszone przez to, co porusza jako pierwsze, na przykład kij porusza dzięki temu, że jest poruszany przez rękę. Trzeba więc dojść do jakiegoś pierwszego poruszyciela, który nie jest już przez nic poruszany. Wszyscy pojmują, że to jest Bóg.


Druga droga wychodzi od pojęcia przyczyny sprawczej. Wśród otaczających nas rzeczy zmysłowych spostrzegamy bowiem porządek przyczyn sprawczych. Niemniej ani nie spostrzegamy tego, ani nie jest to nawet możliwe, żeby coś było przyczyną sprawczą samego siebie, ponieważ w ten sposób musiałoby istnieć wcześniej od samego siebie, co jest niemożliwe. Nie jest także możliwe, by w szeregu przyczyn sprawczych postępować w nieskończoność, ponieważ we wszystkich uporządkowanych szeregach przyczyn sprawczych pierwsza przyczyna jest przyczyną pośrednią, a pośrednia jest przyczyną ostatniej, niezależnie od tego, czy pośrednich jest wiele, czy też jedna. Usunięcie zaś przyczyny usuwa skutek. Gdyby zatem nie było pierwszej przyczyny w szeregu przyczyn sprawczych, to nie byłoby też ostatniej ani pośredniej. Gdybyśmy natomiast posuwali się w nieskończoność w szeregu przyczyn sprawczych, to nie byłoby pierwszej przyczyny sprawczej i w ten sposób nie byłoby ani ostatecznego skutku, ani pośrednich przyczyn sprawczych, co jest jawnie fałszywe. Należy więc koniecznie przyjąć jakąś pierwszą przyczynę sprawczą, którą wszyscy nazywają Bogiem.
Trzecia droga wychodząca od tego, co możliwe, i tego, co konieczne, jest taka: wśród rzeczy spostrzegamy te, które mogą być i nie być, bo jeżeli spostrzegamy takie, które powstają i giną, to skutkiem tego mogą one być i nie być . jest niemożliwe, żeby takie rzeczy istniały zawsze, ponieważ zdarza się, że to, co może być, nie jest. Jeśli więc wszystkie rzeczy mogą nie istnieć, to kiedyś nie było żadnej z tych rzeczy. Jeśli to prawda, to i teraz nie byłoby niczego, ponieważ to, co nie istnieje, zaczyna istnieć tylko dzięki czemuś, co istnieje. Gdyby nic nie istniało, to nic nie mogłoby zacząć istnieć i, co za tym idzie, nic by nie istniało, co jest jawnie fałszywe. Nie wszystkie zatem byty są tylko możliwe, lecz musi istnieć wśród rzeczy coś koniecznego. Z kolei wszystko, co jest konieczne, albo czerpie skądś przyczynę swojej konieczności, albo nie. Nie jest zatem możliwe postępowanie w nieskończoność w szeregu bytów koniecznych, które mają przyczynę swojej konieczności, tak jak nie jest to możliwe w szeregu przyczyn sprawczych, co zostało udowodnione (w korp.). Dlatego trzeba koniecznie przyjąć coś, co jest konieczne samo przez się i nie ma przyczyny swojej konieczności, ale jest przyczyną konieczności dla innych, i to wszyscy nazywają Bogiem.


Czwarta droga wychodzi ze stopni, jakie spostrzegamy w świecie rzeczy. Pośród rzeczy spostrzegamy bowiem coś bardziej i mniej dobrego, prawdziwego, szlachetnego. Tak samo jest z innymi cechami. Różne rzeczy określane są jako mniej lub bardziej „jakieś" w takiej mierze, w jakiej rozmaicie zbliżają się do tego, co jest najbardziej „jakieś". Na przykład cieplejsze jest to, co bardziej zbliża się do najcieplejszego. Istnieje więc coś, co jest  najprawdziwsze, najlepsze, najszlachetniejsze i, co za tym idzie, najbardziej jest. Albowiem rzeczy najprawdziwsze istnieją w najprawdziwszym stopniu, jak powiada się w II księdze Metafizyki. To zaś co nazywamy najbardziej „jakimś" w pewnym rodzaju, jest przyczyną wszystkiego, co należy do tego rodzaju. Na przykład ogień, który jest najcieplejszy, jest przyczyną wszystkich rzeczy ciepłych, jak powiada się w tej samej księdze. Istnieje zatem coś, co jest dla wszystkich rzeczy przyczyną ich istnienia, dobra i wszelkich doskonałości. To właśnie nazywamy Bogiem.


Piąta droga wychodzi od rządów nad rzeczami. Widzimy bowiem, że niektóre byty pozbawione poznania, mianowicie ciała naturalne, działają ze względu na cel. Widać to z tego, że zawsze lub bardzo często działają w taki sam sposób, by osiągnąć to, co najlepsze. Stąd jest jasne, że osiągają cel nie z przypadku, ale z zamierzenia. Te byty nie posiadające poznania nie zmierzają do celu inaczej jak tylko kierowane przez kogoś poznającego i rozumującego, jak strzała przez łucznika. Istnieje zatem coś poznającego umysłowo, co prowadzi wszystkie rzeczy naturalne do celu, i to nazywamy Bogiem.
Na pierwsze odpowiadam tak, jak mówi św. Augustyn w Podręczniku: „Bóg, ponieważ jest w najwyższym stopniu dobry, nie dopuściłby w żaden sposób, by jakiekolwiek zło było w jego dziełach, gdyby nie był tak wszechmocny i dobry, by również ze zła uczynić dobro". Do nieskończonej dobroci Boga należy to, że dopuszcza On istnienie rzeczy złych i wyprowadza z nich dobre.
Na drugie odpowiadam, że skoro natura ukierunkowana przez jakiś wyższy czynnik działa w określonym celu, to to, co dzieje się za sprawą natury, trzeba koniecznie sprowadzić do Boga jako pierwszej przyczyny. Podobnie to, co wynika z zamierzenia, trzeba sprowadzić do pewnej wyższej przyczyny, którą nie jest rozum i wola ludzka, ponieważ obydwie te władze są zmienne i ułomne. Wszystko zaś to, co jest ruchome i może błądzić, należy sprowadzić do pewnej pierwszej, nieruchomej i przez się koniecznej zasady, jak zostało wykazane (w korp.)". 

KOMENTARZ DO KWESTII 2
O BOGU, CZY BÓG JEST
GABRIELI KURYLEWICZ


„Nie są to dowody, lecz drogi poznania, na jakie wchodzi człowiek, który wyruszył w poszukiwaniu pierwszych przyczyn całej rzeczywistości. Terminy techniczne: ratio, demonstratio, probatio, znaczą tu poruszenia umysłu człowieka, który pchnięty czystą potrzebą poznawczą - potrzebą prawdy, nie może oprzeć się chęci zrozumienia tego wszystkiego, w czym sam bierze udział i w co są wprzęgnięte wszystkie rzeczy otaczające go - realnie w przestrzeni, czasie i intencjonalnie w myśli. Jego przenikliwe pytanie o własne konkretne istnienie jednostkowe, jeżeli tylko jest decyzją filozoficzną, budzi w nim pytanie następne o źródło wszystkich istnień poszczególnych, czyli to źródłowe istnienie, które zasila w ogóle wszystkie istnienia. Człowiek - zwierzę rozumne, zdolne do śmiechu, odnajdując się tak czy inaczej w ruchu - in motu, w świetle własnego intelektu, na ile jest w stanie, chce poznać to cos, co go wprawia w ruch, co wprawiło go w ruch tak, że on, będąc poruszonym, sam się porusza i wykonuje  ruchy cielesne i duchowe. W takim ujęciu nasze działanie wynika z głębokiego zdumienia faktem jednostkowego działania i w następstwie działanie nasze wynika z potrzeby zrozumienia źródła wszelkich działań. Działanie jest tu synonimem istnienia, bo istnienie - esse - jest dla Tomasza tym, co sprawcze, dogłębnie kształtujące wszystko w każdej rzeczy w granicach jej jednostkowej formy.


Prawda polega na odpowiedniości myśli względem tego, co jest, i tak pojęta prawda jest dostępna dla wszystkich zdolnych pokonać odległość między rzeczą i jej ideą ( o czym dokładniej w kwestii O ideach). Istnieje nieskończona wielość możliwych dróg uzasadnień prawdy pierwszej, bo to, że pierwsza prawda jest jedna, warunkuje nieskończoną wielość połączeń i nieograniczoną wolność wytaczania nowych szlaków. Z perspektywy realizmu metafizycznego, realizmu, który do aksjomatów swoich przyjmuje na nowo przemyślaną Platońską teorię idei, Tomasz wytyczył pięć głównych dróg uzasadnień istnienia prawdy pierwszej, tożsamej z pierwszym bytem, jedynym bytem którego istotą jest jego istnienie. Pierwsza zatem droga, którą opisuje Tomasz, wychodzi od faktu ruchu, z niej zaś następnie idąc od pojęcia przyczyny sprawczej (druga droga), idąc od tego, co możliwe i co konieczne (trzecia droga), od ustopniowania w świecie rzeczy (czwarta droga) i od rządzenia rzeczami (piąta droga). Drogi te prowadzą do transcendencji, jednak w granicach przyrodzonego światła ludzkiego intelektu, jak twierdzi Tomasz. A zatem charakter owych dróg „przedłuża" ludzkie przyrodzone władze poznawcze. A zatem osiągnięcie celu, jakim jest poznanie będące przedsionkiem wiary, jest wypadkową sprawności idącego. Jeżeli uświadomimy sobie, ze to są dogi filozoficzne ciągnące się z dołu do góry, podobnie do wysokogórskich szlaków, to warunek sprawności intelektualnych i moralnych, jak: roztropność, umiarkowanie, męstwo, sprawiedliwość, okazuje się równorzędny z wpisanym w zawód filozofa, szczególnym, bo pełnym miłości, nastawieniem do przedmiotu poznania. Dlatego na pozornie prawdziwe zdanie, że istnienie boga jest dla nas oczywiste, słyszymy: to, ze Bóg jest, nie jest oczywiste dla nas, bo „mówi głupi w sercu swoim: Nie ma Boga". Tylko to, co oczywiste samo w sobie i dla nas, może być przedmiotem ścisłego dowodu. W zdaniu „Bóg jest" orzeczenie wprawdzie zawiera się w pojęciu podmiotu, ale w sposób nieoczywisty dla nas. Bóg (słyszalny z ognistego krzewu) jest z własnej istoty istnieniem, jednak nie poznajemy tego z Jego istoty, której poznanie przerasta nasze władze umysłowe, lecz ze skutków, z konsekwencji które, poniekąd, są nam dostępne w naszym horyzoncie poznawczym. A zatem z konsekwencji, z dzieła -  per effectus, per ea quae facta sunt - poznajemy to działanie, które je powołało. Przez poznanie rzeczy, w różnym stopniu uczestniczących w istnieniu, poznajemy u kresu to coś, czego istotą jest istnienie. Poznajemy, że to jest, jednak nie poznajemy, czym jest w pełni jego rzeczywistości, tak jak nie widzimy wyraźnie i jasno kogoś, kogo kroki słyszymy za ścianą obok. Mówi Tomasz: „nie jest to (...) poznanie zasadnicze istnienia Boga, tak jak poznanie nadchodzącego nie jest poznaniem Piotra, chociaż tym nadchodzącym jest Piotr. Istnienie, którego istota przerasta nas, rozpoznajemy przez analogię zaledwie i orzekamy negatywnie.


Kwestia druga, od quaero - pytam, badam, szukam - jest wyprawą w poszukiwaniu dróg dojścia tego, że Bóg jest, jednak bez możliwości dojścia istoty boga, tego czym jest rzeczywiście - in actu. Wyprawa ta jest ważna dlatego , że chodzi w niej o szczęście. I w moim pojęciu nie jest snuciem inteligentnych domysłów na temat rzeczywistości - pozostaje głęboką duchową wyprawą po doskonałe dobro, prawdę, piękno, byt. Dwa punkty wszakże czytający tę kwestię agnostyk musi uznać: że istnieje rzeczywistość obiektywna, przekraczająca pojęcia jego intelektu oraz akty jego woli i że to raczej wola - duchowa władza pożądawcza - wprawia w ruch każdorazowe akty poznawcze intelektu człowieka, zmierzając do przedmiotów przerastających ją nasyceniem rzeczywistym bytem, pięknem, prawdą, dobrem. Czytamy: „poznanie istnienia Boga jest nam w jakiejś ogólności i niejasno wszczepione z natury dlatego, że Bóg jest szczęściem człowieka. Człowiek bowiem z natury pragnie szczęścia, a to, czego pragnie z natury, z natury również poznaje". „Natura" oznacza tu podstawę wszelkich w ogóle działań konkretnego człowieka, określenie „z natury" wskazuje więc na to, co wynika z istoty, czyli formy czyjegoś istnienia. Są rozliczne fałszywe i prawdziwe mniemania co do tego, czym jest szczęście, także prawdziwe mniemania SA ulotne, jeśli nie zostaną związane trwalej wywodem przyczyny. Każda przedstawiona droga - via - ma tu być podjętym przez Tomasza z tradycji (Platona i Arystotelesa), a za Tomaszem przez nas - umysłowym wyjściem w kierunku pierwszej przyczyny, formy wszystkich form. W tłumaczeniu dosłownym przyjmujemy więc termin „dowód", dla oddania czegoś, co i w oryginale nie jest dowodem w ograniczonym sensie logicznym, lecz metafizyczną drogą poznawania.


Dla Tomasza właściwym przedmiotem filozofii nie są badania dotyczące wytworów ludzkiego intelektu czy krytyka intelektu o szczebel tylko wyższego niż ludzki, lecz rzeczywistość. I znowu - nie jako świat powstawania i ginięcia, lecz rzeczywistość przedmiotów poznawalnych umysłowo. Jest to rzeczywistość zdumiewająca: jako poznana jest prawdą, jako pożądana jest dobrem, jako upodobana jest pięknem, jako ujmowana w swojej prostocie jest jednym czymś, bytem. Przedmiotem metafizyki jest byt jako byt - ens in quantum ens. „Byt rzeczywisty w całej czystości i w pełnym zakresie właściwej sobie dostępności dla umysłu i właściwej sobie tajemnicy. Szmer tego bytu słychać w rzeczach, we wszystkich rzeczach, rzeczy mówią o nim władzom poznawczym intelektu; (...) tym które umieją słuchać, tak więc quis habet aures audiendi, audiat". Jest obiektywne światło, które bije z rzeczy - ratio formalis sub qua - światło, w którym rzeczy są poznawalne, i jest subiektywne światło intelektu. Światło subiektywne ludzkiego intelektu pozostaje w zakresie przedmiotów adekwatnych, a tymi    są rzeczy materialne, które powstają i giną. Światło obiektywne zaś, płynące z owych zmiennych (ruchomych) rzeczy, dopełnia subiektywne światło intelektu tak, że intelekt człowieka w swoim właściwym ruchu ukierunkowuje się na rzeczy poznawalne umysłowo, które nie giną. Intelekt ludzki poznaje istoty rzeczy materialnych, ale sam jest duchem najmniejszym, a zatem analogicznie poznaje rzeczy sobie równe i wyższe, bliższe i dalsze w ustopniowaniu bytów. Rzeczy poznawalne umysłowo - intelligibilia - są doskonałością intelektu. Metafizyka jest więc dla człowieka sposobem jego wydobywania się z dziedziny zatartych podobieństw śladów i obrazów, do autentycznego duchowego światła rzeczy prawdziwie istniejących. Jeżeli człowiek pragnie wolności, to tylko w ten sposób może ją osiągnąć. Ale, jak powiada Maritain: „potrzeba by całej metafizyki nie tylko już wypracowanej, lecz i tej, która zostanie jeszcze wypracowana w całym jej przyszłym rozwoju, aby poznać wszystkie treści zawarte w pojęciu bytu". Obiektywnie wszechświat jest pełen dźwięków i każda rzecz ma swoje adekwatne brzmienie - czyli to, które wydaje aktualne, i brzmienie właściwe - to, do którego zmierza. To odkrycie metafizyków greckich zdecydowało, a przynajmniej wpłynęło na duchową formację św. Pawła. Czytamy w Liście do Rzymian (1, 19-20): „to, co o Bogu można poznać, jest jawne dla nich 9dla filozofów, posługujących się rozumem), gdyż Bóg im to ujawnił. Od stworzenia świata niewidzialne przymioty Boga - wiekuista Jego potęga i bóstwo - stają się widzialne dla umysłu, przez Jego dzieła". Wnioski Tomasza zaś są takie: filozoficzne uzasadnienia istnienia Boga mają swe źródło w rzeczach poznawalnych zmysłowo, danych wyobraźni i pamięci, poznawanie rzeczy stworzonych prowadzi intelekt ludzki do stwórcy. Metafizyka od Platona i Arystotelesa, rozpatrując rzeczywistość jako ens secundum quod est ens, pokazuje, że wszystkie rzeczy są w ruchu pochodzenia od możności do urzeczywistnienia, każda możność znajduje urzeczywistnienie, materia kształtującą ją formę, istota urzeczywistniające ją istnienie. W pewnym sensie zatem urzeczywistniające ją istnienie. W pewnym sensie zatem urzeczywistnieniem wrażeń zmysłowych, wyobraźni i pamięci jest intelekt. Urzeczywistnieniem działań intelektu są przedmioty poznawalne umysłowo - idee, urzeczywistnieniem przedmiotów intelligibilnych jest Bóg. Właściwie działanie umysłowe prowadzi do poznania tego, że Bóg istnieje. Powiada Tomasz: „omnis intellectus apprehensio a Deo est". Przesłanką intelektualnego poznania jest potrzeba sensu. Jak to ujęte zostało w Prawach Platona: przed naturą jest duchowy zamysł, boski rozum wprawiający wszystko w ruch i porządkujący wszystkie ruchy według zasad: spójności, współbrzmienia, jasności. Zatem w porządku metafizycznym przed naturą jest rozum. A to znaczy, że rozumne zasady poznawania i powstawania wszystkich rzeczy organizują także cały zmysłowy, materialny wszechświat. Potencjalna poznawalność urzeczywistnionego istnienia jest przesłanką prowadzących przez Tomasza uzasadnień istnienia Boga. Uzasadnienie te wynikają z tej przesłanki i jako takie są poprawne. Schemat zaś argumentacji metafizycznej wygląda tak: zrozumiały jest świat, w którym jest obecny Bóg, świat, w którym poruszamy się i żyjemy, potencjalnie jest zrozumiały przynajmniej dla filozofów, a zatem Bóg istnieje. Nie jest to dowód prawdziwego istnienia Boga, ale uzasadnienie jego racjonalnej akceptowalności (co przyjmują także zorientowani analitycznie współcześni rzecznicy „ontologicznego dowodu a priori", także, uformowani w duchu empiryzmu Davida Hume`a, rzecznicy kantowskiej krytyki „dowodu ontologicznego").


Racjonalizm leży u źródeł wszelkich argumentów za istnieniem Boga. W praktyce nauczania przyjęła się klasyfikacja Kanta, wprowadzająca podział na trzy typy argumentów za istnieniem Boga: argument kosmologiczny, teleologiczny i ontologiczny. Podział ten jednak jest nieadekwatny - nie pokrywa się on z trybem uzasadnienia metafizycznego, stosowanym przez Tomasza. Ani nie jest , z perspektywy klasycznej filozofii, właściwy - nie dotyczy rzeczywistości esse ni rzeczywistości rozpatrywanej w centralnym aspekcie istnienia. Kant bowiem, podobnie jak Duns Szkot bezpośrednio po Tomaszu, uważał esse za atrybut rzeczy, nie zaś rzecz za przejaw esse, stosując optykę czysto logiczną, nie rozróżniał realnie miedzy istnieniem rzeczywistym i istnieniem możliwym. Pamiętamy sławne jego zdanie: „sto rzeczywistych talarów nie zawiera nic więcej niż sto możliwych" oraz wyjaśnienie: „jeżeli myślę o pewnej rzeczy, przez jakie i przez ile orzeczeń mi się podoba (nawet we wszechstronnym określeniu), to przez to, iż jeszcze dodam, że ta rzecz istnieje, nie dołączam nic do rzeczy".   Takie postawienie sprawy wynika z subiektywistycznego założenia, że przedmiot pojęcia musi się całkowicie zawierać w pojęciu rozumu teoretycznego, a od pojęć rozumu teoretycznego do postulatów rozumu praktycznego nie ma przejścia. Podział argumentacji na : kosmologiczną, teleologiczną i ontologiczną, był Kantowi potrzebny do sprowadzenia pierwszych dwóch typów argumentacji do argumentacji (najsłabszej) ontologicznej. Co też zrobił, a następnie argumentację ontologiczną Anzelma wnikliwie skrytykował. Moment to interesujący dla nas, skoro stoimy przed kwestią drugą, jak przed źródłem krytyki wszelkich dedukcyjnych i absolutnie pewnych ludzkich dowodów istnienia Boga. Z uwag Kanta zachowajmy kilka przydatnych w naszym przypadku, skoro podjęliśmy się zbadać niededukcyjne  i niepewne „Drogi" Tomasza. Dwie uwagi: pierwsza o tym, że realne istnienie Boga nie jest możliwe do udowodnienia w sensie ścisłym i też nie wymaga takiego dowodu. I druga uwaga mówiąca, że jednak mamy podstawy, by być przeświadczonymi o istnieniu Boga, tak jak umysł uznaje za konieczne przeświadczenie ( w terminach kantowskich - wiarę, Glaube) o wolności i nieśmiertelności ludzkiej duszy. Natomiast trudność Kanta, że „fakty metafizyczne" pozostają postulatami rozumu wrażliwego etycznie, w systemie metafizycznego realizmu rozpływa się. Intelekt teoretyczny (kontemplacyjny) człowieka pracuje zawsze jako cały umysł konkretnego człowieka: w ścisłym powiązaniu z intelektem praktycznym, uczuciami, wolą, życiem zmysłowym. Argumentacja metafizyczna bardzo zważa na konsekwencje: idei dla Platona, a dla Tomasza istnienie pełnego form umysłu Boga - ma gwarantować zasadność wszechświata, tak jak muzyka absolutna ma gwarantować wszystkie formy muzyki kosmicznej, w tymi wszystkie nasze muzyczne próby. Pierwsza zasada w Bogu jest oparciem dla wszelkich dalszych zasad: wolnych i koniecznych, istotnych i przygodnych i, jako taka, uzewnętrznia się w nich wszystkich, w mierze, w jakiej uczestniczą one w jej istnieniu- esse. I tak najmniej doskonała zasada wskazuje przynajmniej na tę doskonałość, której jej brakuje. Poznajemy to nie a priori , lecz z dzieł - per ea quae facta sunt.


W Wykładzie Listu św. Pawła do Rzymian słowa „to, co o Bogu można poznać, jest w nich jawne" (Rz 1, 19-20) Tomasz wyjaśnia, twierdząc, że „Bóg ujawnia coś człowiekowi" : po pierwsze, udzielając mu wewnętrznego światła (parvum lumen intellectus), po wtóre, „przedstawiając od zewnątrz stworzenia widzialne, w których - niby w jakiej księdze - wyczytać można poznanie Boga". W myśl traktatu O imionach Bożych Pseudo-Dionizego przyjmuje Tomasz, że człowiek, posługując się owym skromnym udzielonym („wlanym") światłem intelektu, , rozpatrując same stworzenia , a posteriori poznaje Boga: 1) przez poznanie przyczynowe: „stworzenia są ułomne i zmienne, toteż należy je sprowadzić do jakiejś zasady niezmiennej i doskonałej" - w ten sposób poznajemy Boga, czy jest; 2) przez uwznioślanie - abstrakcję: „ nie sprowadza się wszystkiego do pierwszej zasady jako do przyczyny właściwej i jednoznacznej, lecz jako do przyczyny powszechnej i transcendentnej - w ten sposób poznajemy, że Bóg jest ponad wszystko"; 3) przez negację: „jeżeli jest On przyczyną transcendentną, nie może Mu przysługiwać nic z tego, co jest w stworzeniach, w ten sposób mówimy o Bogu, że jest niezmienny, nieskończony itp." Uciekają się do obrazu , którym posługiwał się Tomasz - platonik, drogi poznania, że Bóg jest, oglądane z zewnątrz, przypominają drogi  świetlne, jakie łączą wszystkie stworzenia- poszczególne światła, z Bogiem - ojcem świateł. Paradoksalnie w zgodzie z myślą Tomasza wiele epok później zauważy Pascal: „Bóg pragnąc się ukazać tym, którzy go będą szukali z całego serca, a zostać w ukryciu dla tych, którzy odeń uciekają z całego serca, miarkuje swe poznanie w ten sposób, iż dał widzialne oznaki swojego istnienia tym, którzy Go szukają, owym zaś którzy go nie szukają, nie. Dość jest światła dla tych, którzy pragną widzieć, a dość ciemności dla tych, którzy trwają w przeciwnym usposobieniu".


Proponowane przez Tomasza drogi nie są zbliżonymi do dowodzeń geometrycznych rationes - jak rationes Anzelma, Mikołaja z Kuzy, Kartezjusza - dla których byt absolutny nie tylko nie może nie istnieć, ale także nie daje się pomyśleć jako nie istniejący, i nie są tylko uzasadnieniami nie wykraczającymi poza sferę prawdopodobieństwa - jak „naturalne przeświadczenie" Hume`a, „racja dostateczna" Leibniza czy „postulaty" Kanta. Przeciwnie: „Według Tomasza istnienie Boga stanowi sam rdzeń całej refleksji metafizycznej, a prawda o jego istnieniu to główne i naczelne revelabile, a więc prawda, o której zasadniczo może człowiek dojść za pomocą swoich przyrodzonych usprawnień poznawczych, choć jest to w porządku faktycznym tak trudne, że twierdzenie o istnieniu Boga znajduje się jako najbardziej podstawowe wśród prawd objawionych ludzkości (revelatum)". Znamienne, że w ujęciu Tomasza metafizyczne poznanie, że Bóg istnieje, okazuje archimedesowym punktem dla wszystkich ludzkich przedsięwzięć poznawczych i twórczych, ponieważ jednak stanowi dość dużą trudność dla umysłu człowieka, zostało także objawione, tak by ktoś, kto racjonalnie" nie chwyta dowodzenia", mógł istnienie Boga przyjąć na mocy wiary. Tak więc drogę metafizyczną można przebyć o własnych siłach albo in raptu. Filozoficzna w znaczeniu platońskim jest droga pokonywana przez człowieka przyrodzonymi siłami jego refleksji Tomasz przejmuje to odkrycie Platona jako depozyt metafizyki.


A zatem podsumujmy negacje. Istnienie Boga nie jest dla nas oczywiste - naturalne poznanie nasze odnośnie do istnienia Boga jest co najwyżej niejasne, ratio Anselmi, czyli dedukcyjny dowód oczywistości, łamie się pod zarzutem, ze: po pierwsze, podanie nazwy nie gwarantuje, ze zostanie ona zrozumiana właściwie - nazwy brane z naszego otoczenia nie mogą dosięgnąć transcendencji Boga, po drugie, i samo rozumienie nazwy „Bóg" nie przesadza, że to, co istnieje tylko w ujęciu intelektu, istnieje w rzeczywistości. Wreszcie fakt, że jakaś prawda jest oczywista dla nas, nie przesądza, że jest dla nas oczywista prawda pierwsza, jak np. to, że ktoś ma orientację w kilku dziedzinach, nie znaczy to, że orientuje się we wszystkim. Słowa: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem"(J 14, 6)zrozumiemy, jeśli zrozumiemy, dopiero w lumen gloriae - w wizji uszczęśliwiającej ostatecznie. Teraz obowiązuje nas prawda, jakich więcej napotykamy w gatunku zapowiedzi: „oko ludzkie nie widziało, ucho nie słyszało, serce nie przeczuwa, co przygotował Bóg dla tych, którzy Go miłują" (1 Kor 2, 9).


Cechą argumentacji a posteriori jest dochodzenie po fakcie. Coś się stało i dochodzimy przyczyn. Istniejemy, świat istnieje, ciekawią nas przyczyny. Ale żeby znaleźć uzasadnienie, dlaczego - propter quid - istniejemy tacy a tacy (tj. żeby poznać przyczynę, czyli to, co jest w ogóle pierwsze ontycznie, nie czasowo), musimy wyjść do tego, co jest pierwszej jawniej dla nas, zatem konstruujemy uzasadnienia uwarunkowane ograniczonością światła naszego intelektu, zaczynając się odłówka quia - ponieważ. Jest to śliska droga argumentacji istnienia przyczyny na podstawie dostrzeżonych skutków w perspektywie istnienia jako takiego. Np. ponieważ widzimy ślady na śniegu, wnioskujemy, że ktoś czy coś przechodziło tędy. Uznawszy, że tak, w następnym kroku dopiero zastanawiamy się, co to było, czym lub kim to coś, czy ktoś, jest. - Rzeczywistość wyprzedza nasze najśmielsze myśli, a my, tkwiąc w czasie, w strefie postawania i ginięcia, nie możemy nadążyć za owym niepojętym dla nas głębokim, ontycznym przebiegiem zdarzeń, którego i sam czas jest skutkiem. - Dowodząc ze skutków, ze przyczyna istnieje, dopiero możemy przyjąć za środkową przesłankę to, pooznacza nazwa tej przyczyny. Tak wiec nazwa „Bóg" może środkową przesłankę argumentacji, która prowadzi od dzieł, poprzez ich wszystkie przyczyny wolne i konieczne, aż do pierwszej przyczyny w bogu. Schemat właściwego dowodzenia metafizyki jest taki: 1) czy coś jest, 2) nazwanej rzeczy, 3) czym to coś jest. I adekwatnie dla naszych sił jest poznanie istot rzeczy materialnych. Tomasz przypisywał człowiekowi in status viae -  doczesności - jednak mniej niż Platon, droga posteriori w filozofii nie jest najlepszą możliwą o pomyślenia drogą w górę, ale według niego jedyną realną dla nas.


Elementy dowodzenia, które składają się na drogi Tomasza, są zaczerpnięte szerokim gestem z tradycji filozoficznej. Ale historyczne źródła (Arystoteles, „późny" Platon w wersjach Proklosa, Jamblich, Pseudo-Dionizego, Augustyn, wpływy judeo-arabskie: Majmonides, Awicenna, Awerroes) są materiałem, który Tomasz formuje według własnej idei centralnego zagadnienia istnienia. Toku zasadniania istnienia Boga wykracza [poza zawartość artykułów kwestii drugiej i rozciąga się na wszystkie dwadzieścia sześć rozdziałów Traktatu o Bogu. Jednak już z samej kwestii drugiej można wyczytać to, co rozstrzygające w Tomaszowem argumentacji za istnieniem Boga. Drogi, jedna po drugiej, otwierają przed nami kolejne metafizyczne określenia Boga: 1) aliquod primum movens, quod a nullo movetur - jakiś pierwszy poruszający, który, który nie jest przez nic poruszany, 2) aliqua prima causa effacax, qua non sit causa sui ipsius - pierwsza przyczyna sprawcza, która nie jest przyczyną samej siebie, 3) aliquod quod sit per senecessarium, non habend causa necessitalis aliunde,quod est causanecessitatis aliis - coś, co jest konieczne samo przez się, nie mające przyczyny swej konieczności i będące przyczyną konieczności innych, 4) aliquod quod omnibus entibus est causa esse, et bonitatis, et cuiuslibet perfectionis - coś , co jest dla wszystkich bytów przyczyną ich istnienia, dobra i wszelkich doskonałości, 5) aliquod inteligent, a quo omnis res naturale sordiantur ad finem - coś pojmującego umysłowo, co podporządkowuje celowi wszystkich rzeczy w przyrodzie.


Odkrycie filozoficzne jest równe drodze prowadzącej do tego odkrycia. Gwoli rozjaśnienia dodam kilka uwag do zwięzłych opisów dróg filozofa, które znajdują się w trzonie artykułu trzeciego kwestii drugiej. Pierwsza droga - ex parte motus - opiera się na, wyprowadzonym z danych zmysłowych, metafizycznym pojęciu ruchu ujętego jako wszelkie przechodzenie rzeczy z możności do urzeczywistnienia. Coś jest w ruchu, gdy jest w możności do tego, do czego zmierza, jest w ruchu, bo zostało weń wyprowadzone przez to, co jest bardziej rzeczywiste (pełniej urzeczywistnione - actu) albo - co dotyczy tylko tego, co pierwsze ontycznie, co jest pełnią rzeczywistości transcendentnej - jest tym, co urzeczywistniające, wprawiające w ruch dla wszystkich rzeczy. Uprzedniość - prioritas - jest tu pierwszeństwem w esse, jak pierwszeństwo formy względem materii, urzeczywistnieniem względem możności, władzy duchowej względem cielesnej, ducha ( spiritus) względem duszy (anima), jak również pierwszeństwo transcendentaliów: bytu, dobra, prawdy, piękna, jednego, czegoś, względem ich negacji: umniejszonego bytu, zła, fałszu, brzydoty, rozproszenia, czegoś nijakiego (nieokreślonego).
Druga droga - ex ratione causae effecientis - opiera się na uformowanym z danych zmysłowych pojęciu przyczyny sprawczej. Chodzi o głęboką sprawczość ontyczną, na mocy której usunięcie przyczyny usuwa skutek, jak np. zniszczenie korzenia niszczy roślinę, odjęcie duszy zwierzęcej psu unicestwia psa, usuniecie duszy rozumnej człowiekowi unicestwia człowieka. Istnieje ontyczny ciąg przyczyn, na którego końcu jest skutek, który nie ma żadnych ontycznych następstw, na początku zaś jest pierwsza przyczyna sprawcza, która nie jest skutkiem już żadnej przyczyny, a pomiędzy nimi nieprzeliczone szeregi uporządkowanych przyczyn pośrednich. Tomasz odrzucał  necesytaryzm arabski - nie twierdził, ze ciała niebieskie mają na ludzką duszę jakiś istotny wpływ, wolno nam zatem bez nadużycia porównać ową wielość układów przyczynowo - skutkowych wszystkich rzeczy do widoku gwiazd na niebie w nocy. Choć i to porównanie opiera się jedynie na słabej analogii miedzy fizycznym kosmosem a kosmosem metafizycznym. Tylko pierwsza przyczyna ostatecznie udziela rzeczom istnienia i żadna inna przyczyna w szeregu przyczyn nie może jej w tym ubiec czy zastąpić. I np. ów ontyczny ciąg przyczyn tłumaczy, dlaczego zły duch czysty potępiony - Szatan, umniejszający rzeczom różne doskonałości ich bytowania, nie może zabić duszy człowieka, tylko może ją relatywnie długo męczyć.
Trzecia droga - ex possilbili et necessarii - zakłada, na podstawie obserwacji widzialnego świata, ze niektóre byty nie są konieczne, bo na naszych oczach powstają i giną. Skoro jednak to, co niekonieczne, otrzymuje jakiś udział w istnieniu, to za sprawą tego, co istnieje koniecznie: „to, co istnieje, zaczyna istnieć tylko dzięki temu, co istnieje". Wydaje się, że ta droga szczególnie naznaczona jest zagadką istnienia - esse.


Czwarta  droga - ex gradibus qui in rebus inveniuntur  -  polega na dostrzeżeniu, ze rzeczy są mniej lub bardziej jakieś. To, co jest jakieś w mniejszym stopniu, jest uzależnione od tego, co jest jakieś w większym stopniu. Intensywność jakości rzeczy jest wypadkową odległości dzielącej tę rzecz od ogniska jej jakości czy przymiotu. Prawdziwsze jest to, co jest bliższe idei prawdy, piękniejsze jest to, co jest bliższe idei piękna, a zupełnie u podstaw, mocniej istnieje to, co jest bliższe temu, co istnieje w najwyższym stopniu. Ustopniowanie wywiecie rzeczy jest rządzone prawem mówiącym, że „to co nazywamy najbardziej „jakimś" w pewnym rodzaju, jest przyczyną wszystkiego, co należy do tego rodzaju", np. to, co ma mniejszy udział w mądrości, ontycznie jest podporządkowane temu, co ma większy udział w tej zasadzie tworzenia wszystkiego, jaką jest mądrość (o czym szerzej w kwestii dziewiątej).


Piata droga - ex gubernatione rerum - polega na podstawowym założeniu racjonalizmu, założeniu, które pozwala odkryć, że działanie jako takie jest zawsze zamierzone, celowość w przyrodzie, a więc fakt, że rzeczy cielesne, pozbawione czucia i poznania -np. mikrocząsteczki, minerały, łańcuchy górskie, strumienie rzek, morza naszej planety, ciała niebieskie, konstelacje gwiazd - zdają się działać ukierunkowane w jakimś przerastającym je celu- wskazuje na to, że zmierzają one do swojego celu, rządzone przez jakiś umysł poznający i rozumiejący. Jak mówi Tomasz, tym najpotężniejszym działającym jest ktoś, kto nie, jak zegarmistrz czy architekt, tylko zaprojektował całość wszechświata jako mikro i makrokosmos, ale kto, jak żaden inny twórca i wykonawca, ustawicznie ma na celu dobro swojego dzieła. Kto ponadto ex nihilo - zupełnie na niczym się nie opierając - stworzył warunki dla zaistnienia życia i utrzymuje rzeczy w ich istnieniu, jeślim tylko w każdej konkretnej rzeczy jest możliwe niesprzeczne połączenie jej istoty z istnieniem. Wszelkie zależności przestrzenno-czasowe i umysłowe, możliwe i konieczne, polegają na głębokiej zależności bytowej od absolutu niezależnego, podporządkującego wszystko stwórczego umysłu Boga.


W każdej z pięciu dróg prowadzony ciąg konsekwencji ontycznych zatrzymuje się na Arystotelesowe: „trzeba się zatrzymać na pierwszym czymś". I uderzająco podobnie jak u Platona, tym czymś jest ens - byt: jako to, co transcendentne, i zarazem, co wewnętrzne i najgłębiej kształtujące wszystko w każdej rzeczy. W myśli wielkiego prawa metafizyki, ze jeżeli jedno jest, to wszystko jest, różne niepoliczalne rzeczy istnieją i dają się widzieć w naszym horyzoncie poznawczym dlatego, że istnieje, jest, jakiś jeden, pierwszy byt. Jest on poza światem jako pierwszy sprawczy czynnik i jest obecny w świecie, w każdej szczegółowej rzeczy, jako ogarniający wszystko swoją mocą.
Zmienność i ułomność naszego intelektu i woli potrzebuje sprawcy, który uzupełnia braki w istnieniu rzeczy, tak, ze nawet Szatan, „zawsze pragnąc zła, zawsze czyni dobro". Doświadczenie przez nas zło w życiu w świecie ma metafizyczne uzasadnienie w tym, ze świat stworzony nie jest najdoskonalszy, bo jego stwórca jest urzeczywistnioną doskonałością. Dlatego rozważania metafizyczne pozostają przedsionkiem wiary. Religio tenet, philosophia quaerit -m powiada piętnastowieczny wybitny komentator filozofii Tomasza z Akwinu - Giovanni Pico della Mirandola. Tomasz, do którego zwracamy się w lekturze z naszymi oczekiwaniami, napomina nas, żyjących w czasach trwonienia energii na nic, że trzeba i warto filozofować, a robi się to, chodząc, nieustannie podejmując trud podchodzenia wzwyż po szersze dalsze poznanie - visio".     

 




Rss Facebook Twitter Digg Wykop
  Odsłon: 1063


  • Nyni otpuszczajeszy

  • Tropar Uspeniju

  • Sława w wysznich Bohu

  • Boh Hospod' i jawysia nam


Z którym pojęciem najbardziej utożsamiasz grekokatolików?