Strona główna » Artykuły » Teologia » Chrystologia » JEDEN I TEN SAM, BÓG I CZŁOWIEK

JEDEN I TEN SAM, BÓG I CZŁOWIEK



„Jest jeden i ten sam Syn, Pan nasz Jezus Chrystus, doskonały w bóstwie i doskonały w człowieczeństwie (...) w dwóch naturach bez pomieszania, bez zamiany, bez podziału, bez rozłączenia. (...) Innej wiary nikomu nie wolno głosić, pisać, układać, myśleć lub innych nauczać". Ta właśnie nauka Soboru Chalcedońskiego (451) o zjednoczeniu dwu natur, Bożej i ludzkiej, w jednej Osobie - Syna Bożego, stanowi w perspektywie historycznej, jako najdojrzalszym wyraz chrystologicznej świadomości Kościoła czasów starożytnych, zamknięcie okresu formowania się kościelnego wyznania wiary w Chrystusa - mimo że do niewątpliwego zwycięstwa tej nauki musiały upłynąć jeszcze przeszło trzy wieki (Sobory w Konstantynopolu - 553 i 680-81, Synod Laterański - 649, Synody Toledańskie - 675, 688 i 693, Sobór w Nicei - 787). Nie tylko ze względu na powagę orzeczenia soborowego, ale także ze względu na swoją jasność, precyzję i głębię, a również ze względu na szacunek dla tajemnicy Jezusa, Syna Bożego, który z niej przemawia, nauka ta stanowi klucz do całej kościelnej chrystologii i kryterium ortodoksji, którego nigdy i nikomu nie wolno pomijać czy lekceważyć. Jest rzeczą oczywistą, że język i pojęcia, którymi posługuje się formuła chalcedońska, zostały ukształtowane przez kulturę filozoficzną i teologiczną jej twórców - i to w specyficznej i trudnej sytuacji walki o prawidłowy wyraz wiary w Chrystusa, człowieka i Boga. Jest więc także rzeczą oczywistą,  że formuła ta nosi mniej lub bardziej wyraźne ślady sytuacji, w której powstała (dokładna jej analiza pokazuje odniesienia do nauczania wszystkich głównych stron ówczesnych kontrowersji). Byłoby jednakże nieporozumieniem uważać ją za świadectwo jednego tylko historycznego etapu rozwoju wiary w Chrystusa. Byłoby to także nieporozumieniem intencji jej twórców, według których należy ją odczytywać „non aristotelicae sed piscatoriae", a więc jako wyraz tej samej wiary, której świadectwo dali rybacy, apostołowie Jezusa, Syna Bożego.


Niewątpliwie samo centrum tej nauki stanowi wyznanie i próba określenia jedności Bóstwa i człowieczeństwa w Chrystusie tak, by nie umniejszyć i nie zniekształcić jednego ani drugiego. Ojcowie posłużyli się w tym celu czteroprzymiotnikową negatywną formułą: „bez pomieszania, bez zmiany, bez podziału, bez rozłączenia" (gr. „asynchytos, atreptos, adiairetos, achoristos"). Ze względu na negatywny charakter tej formuły widzimy w niej jedynie ograniczoną ludzką próbę wypowiadania rzeczywistości, która pozostaje dla nas bezwzględną tajemnicą. Niemniej jednak także i właśnie w swojej negatywnej postaci formuła ta stanowi bardzo bogatą wypowiedź pozytywną i może i powinna być jako taka odczytana. Zwróćmy więc uwagę na te jej najważniejsze aspekty, które czynią ją decydującym kryterium wiary chrześcijańskiej.


Pierwszą i najważniejszą sprawą na którą musimy zwrócić uwagę, jest właściwy i pełny zakres jedności Bożej i ludzkiej natury w jednej Osobie „Syna i Pana Jezusa Chrystusa". Mówiąc o „Osobie" Sobór Chalcedońska chce wskazać na to, „Kim" jest Chrystus, mówiąc o „naturze" - na to, „Czym" On jest. Kiedy więc pytamy „Kim jest?", odpowiadamy: jest jednym - Synem Bożym. Kiedy natomiast pytamy „Czym On jest?", odpowiadamy: jest Bogiem i człowiekiem ( P. Schmidt). Musimy więc koniecznie rozumieć, że mówiąc w tym kontekście o jednej i drugiej naturze nie mamy na myśli jedynie dających się jednoznacznie określić statycznych wielkości, zespołów cech i własności, które stanowi ą o tym, ze on jest człowiekiem, i zarazem wskazują na to, że jest Synem Bożym. Natura ludzka obejmuje bowiem koniecznie także ludzką wolę i działanie, które ujawnia się we własnej historii człowieka. Natura Boża ukazuje się nam w Bożym dziele dla nas - to jest: w Bożej udzielającej się stworzeniu miłości. (Dlatego też kiedy Sobór Konstantynopolski w roku 681 dopełnił naukę chalcedońską formułą  o dwu wolach i dwu działaniach W Chrystusie, nie było to jedynie szczegółowe dopowiedzenie w kwestii, która właśnie wówczas stała się przedmiotem kolejnej dogmatycznej kontrowersji, ale była to równocześnie obrona prawdziwego teologicznego uniwersalizmu języka, którym posłużyli się Ojcowie chalcedońscy.) W Jezusie Chrystusie ludzkiej dzieje i wszystko, co do nich należy, stają się własnością Boga - Syna, a Boża miłość i gotowość dzielenia się własnym życiem staje się Jego darem dla człowieka. Tak więc w nim jednym Bóg narodził się i umarł - nie w przenośnym i przystosowanym, ale w dokładnym sensie tych słów - i uczynił to nie dla siebie, ale dla nas; dla tego też w Nim jednym człowiek może mieć udział w pełni i głębi wewnętrznego życia Trójjedynego Boga. Nie oznacza to jednak w żadnym wypadku usunięcia czy choćby tylko zatarcia bezwzględnej granicy dzielącej człowieka od Boga. Granica oczywiście pozostaje i oczywiście pozostaje bezwzględna, nie należy jednak wyobrażać jej sobie jako granicy dzielącej dwie samoistne rzeczywistości, które można do siebie nawzajem dodawać, tak jakby „Bóg i człowiek" to było coś więcej niż „sam Bóg" (podobnie „Bóg i świat" nie jest przecież niczym więcej niż „Bóg sam", skoro świat jako stworzony istnieje w bezwzględnej zależności od Boga!). Relacja miedzy Bogiem i człowiekiem (także i właśnie w Jezusie) jest relacją w swoim najistotniejszym wymiarze jednokierunkową: tylko Bóg udziela siebie samego człowiekowi, człowiek nie jest w stanie niczym obdarować i wzbogacić Boga.


Jeśli tak rozumiemy odniesienie Boga do człowieka, rozumiemy też, co w istocie znaczy „bez zmieszania" i „bez zamiany" formuły chlacedońskiej. Człowiek (także człowiek Jezus) ma wszystko, czym jest jako człowiek, nie z siebie samego, ale jako dar Boga. Bóg jest bezwzględnie suwerenny w dawaniu czegokolwiek. Taki suwerenny Boży dar może być zrozumiały tylko wtedy, kiedy jasno i bezwzględnie odróżniamy rzeczywistość ludzką od rzeczywistości Bożej - to znaczy, kiedy nie mieszamy jednej z drugą i rozumiemy, że obie - właśnie w ich wzajemnym odniesieniu - pozostają tym, czym są: co jest Boże, pozostaje Boże, co ludzkie - ludzkie, to znaczy także: całkowicie i nieodwołalnie zależne od Boga, jako swego źródła, a zarazem w swoich własnych granicach wolne i zdolne do prawdziwego dialogu z Bogiem. Bóg nie zastępuje w niczym człowieka i nie pozbawia go tego , czym go sam obdarował. Tę samą prawdę w nieco innym aspekcie wypowiada także druga para określeń: „bez podziału" i „bez rozłączenia". Dzielić można bowiem tylko to, co powstało z połączenia samodzielnych części - tymczasem byłoby zupełnym absurdem widzieć w Bóstwie i człowieczeństwie Jezusa - Syna „części" tworzące dopiero jedność wyższego rzędu. Jego człowieczeństwo jest człowieczeństwem Syna Bożego, stworzonym dla Niego i od samego początku otwartym i gotowym na to zjednoczenie, które się w Nim samym dopełnia. Dlatego też nie da się w Nim odizolować i oddzielić tego, co ludzkie, od tego, co Boże. Właśnie w Jezusie ukazuje się ostatecznie i nieodwołalnie, co to znaczy, że człowiek jest człowiekiem wobec Boga, ale też , że Bóg jest Bogiem nie tylko „sam dla siebie i sam w sobie", ale także i właśnie w swojej gotowości dzielenia się sobą samym ze swoim stworzeniem".


Źródło: Tomasz Węcławski, Elementy chrystologii, Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań 1988, s.17- 19. 




Rss Facebook Twitter Digg Wykop
  Odsłon: 1116


  • Nyni otpuszczajeszy

  • Tropar Uspeniju

  • Sława w wysznich Bohu

  • Boh Hospod' i jawysia nam


Z którym pojęciem najbardziej utożsamiasz grekokatolików?