5 NIEDZIELA PO PIĘĆDZIESIĄTNICY: ZARYS DEMONOLOGII
Od niepamiętnych czasów „człowiek nieustannie borykał się z problemem zła i
szukał jego rozwiązania. Trudno mu było pogodzić się z myślą, że cały nasz
świat, nękany tyloma często niezawinionymi cierpieniami, pochodzi od jednego
Stwórcy, Boga mądrego i dobrego, toteż nierzadko ulegał pokusie przyjmowania
jakiejś innej Potęgi, uosobienia zła, odpowiedzialnej za wszystkie
nieszczęścia. Jeśli te próby pojawiały się w kontekście chrześcijańskim,
najłatwiej było wtedy wskazać na szatana, jako na ów synonim zła i postawić go
obok Boga jako Potęgi konkurencyjnej, zakłócającej Jego działanie w świecie,
mogącej nawet unicestwić Jego zbawcze plany.”
Tego rodzaju teoretyczne rozwiązania mogły w życiu prowadzić do prawdziwej
religii szatana, a przynajmniej do radykalnego pesymizmu, wynikającego z
gniotącego człowieka przeświadczenia, że świat pozostaje w mocy Złego. W parze
z tym szły niezliczone praktyki magiczne, zaklinania, wywoływanie duchów,
wróżby, czary, a nierzadko rozpalały się i stosy. Zjawiska te nie należą
bynajmniej do bezpowrotnej przeszłości łączonej jednym tchem ze średniowieczem
i w ogóle z Ciemnogrodem - skoro można przeczytać w prasie, zobaczyć w
telewizji reklamujące się wróżki, które oferują swe usługi, rozwiązania
problemów egzystencjalnych oświeconych dzieci XXI wieku, nierzadko uciekających
się do pomocy ciemnych sił. Tak więc dzisiejszy człowiek niejednokrotnie
odrzuca prawdziwego Boga, a w Jego miejsce tworzy sobie namiastki religii w
postaci zabobonu.
Niektórzy naukowcy uważają, że absolutyzowanie i kult szatana nie należą do
znaków obecnego czasu. Czy tak jest w istocie? Trudną prawdę chrześcijańską
próbuje się dziś zdefiniować w inny sposób. Niebezpieczeństwo przychodzi
niejako z lewej strony w postaci pokusy „ułatwienia” chrześcijaństwa i
uczynienia go bardziej „sympatycznym” dla współczesnego człowieka. „Dobrzy
pasterze” zatroskani o swe sfrustrowane owieczki, posuwają się nawet do
odrzucenia samego pojęcia grzechu. „Mimo okropności wojny i zbrodni holokaustu
zaczyna się kształtować pogląd i postawa, że grzech to przeżytek religijny, że
nie ma zła moralnego, że człowiek jest ponad kategorią dobra i zła moralnego, a
istnieje jedynie zło fizyczne, jak cierpienie.” Niełatwo osądzić, co jest gorsze
- obsesyjny, przechodzący w bałwochwalstwo lęk przed szatanem, czy rozmywające
się chrześcijaństwo, z wewnętrznymi tendencjami usuwania z niego elementów
trudnych do przyjęcia. Niemniej na wstępie powinniśmy zobaczyć, jak na
przestrzeni dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa formowała się doktryna o szatanie
i jego upadłych aniołach.
Pierwsze wieki chrześcijaństwa są okresem, w którym wypracowuje się i rozwija
naukę Chrystusa zawartą w Piśmie Świętym i przekazaną w Tradycji. Był to długi
okres, niejednokrotnie związany z przezwyciężaniem poglądów przeciwnych orędziu
ewangelicznemu. Podobnie wyglądało formowanie się nauki o demonach. Z taką
różnicą, że pierwsi chrześcijanie, przekonani o rychłej paruzji, nie zwracali
wielkiej uwagi na świat szatana i jego aniołów, a raczej skoncentrowani byli na
walce duchowej i ewentualnie w tym kontekście można się spotkać z szatanem. „W
przeciwieństwie do apostołów pisarze następnych epok starali się naukę o
szatanie wyprowadzić z Pisma Świętego bez odwoływania się do literatury
apokryficznej, gdyż walka z wieloznacznościami, czy wręcz błędnymi
sformułowaniami apokryfów, była jednym z głównych celów, jaki im przyświecał.”
Pomimo wielu sporów i błądzeń, Ojcowie Kościoła (Tertulian, Augustyn i inni)
wypracowali w miarę jednolitą naukę o demonach, byli jednomyślni w przyjmowaniu
głównych cech demonów, jednak co do szczegółowych cech istot demonicznych
różnili się diametralnie np. w określeniu ich natury (duchowa, czy cielesna),
czy też wieczności potępienia.
Rozwój demonologii wiąże się z powstawaniem nowych sekt - gnostyckiej ,
manichejskiej , które przyczyniały się zarówno do szerzenia błędnych nauk, jak
również paradoksalnie były źródłem rozwoju ortodoksyjnej nauki
chrześcijańskiej. Jednym z pierwszych tekstów Magisterium Kościoła w kwestii
demonów jest wystąpienie papieża Leona Wielkiego (ok. 446 r.), który potępia
manicheizm, „według którego diabeł nigdy nie był dobry, nie jest ze swej natury
dziełem Boga, lecz wyłonił się z chaosu i z ciemności, przy czym nikt nie jest
jego autorem, ponieważ sam jest zasadą i substancją zła. Jednak prawdziwa wiara
wyznaje, że istota wszystkich stworzeń duchowych i cielesnych jest dobra oraz
że nie istnieje żadne zło z natury, ponieważ Bóg, Stwórca wszechrzeczy nie
stworzył niczego, co nie było by dobre. Diabeł byłby zatem dobry, gdyby
pozostał w tym stanie, w jakim został stworzony.” „Diabeł stał się zły nie ze
względu na swą kondycję, lecz mocą swej wolnej woli.” Sam manicheizm powstał w
grupach chrześcijańskich za Tygrysem, hołdujących enkratyzmowi Tacjana. Podobny
typ duchowości, tj. wrogo nastawionej do świata i ciała, był dość
rozpowszechniony wśród zakonów wschodniego chrześcijaństwa, zwłaszcza
syryjskiego. Również zwolennicy dualistycznej sekty pryscylian, powstałej w IV
w. w Hiszpanii, paulicjanizmu, powstałego pod wielkim wpływem manicheizmu w
Armenii w VII w., przeważnie pochodzili ze środowisk zakonnych oraz niższego
kleru. Podobnie było z bogomilizmem, stworzonym przez popa Bogomiła w drugiej
połowie X w. Jednak w odróżnieniu od manicheizmu, pryscylianizmu i
paulicjanizmu, bogomilizm głosił dualizm umiarkowany. Rozwinięty na Półwyspie
Bałkańskim bogomilizm rozpoczął w XI w. ekspansję na Ruś i Europę Zachodnią,
szczególnie zaadoptował się w północnej Italii, a przede wszystkim w południowej
Francji, jako kataryzm. Niewątpliwie bogomilizm i kataryzm to ostatnie ruchy
powstałe na glebie chrześcijańskiej, których nauka przypisuje szatanowi i siłom
zła stworzenie świata.
Sekty te zostaną potępione na Soborze Laterańskim IV (1215 r.): „Całą mocą
wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg... On
to wszechmocną swoją potęgą, od początku czasu stworzył z nicości jeden i drugi
rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne - aniołów i ten świat, a na
koniec ludzką naturę, jakby łącząc te dwa światy, złożoną z duszy i ciała.
Diabeł bowiem i inne złe duchy zostały przez Boga stworzone jako dobre z
natury, ale sami siebie uczynili złymi. Człowiek zaś zgrzeszył za podszeptem
diabła.”
Teolodzy do kwestii szatana, w początkowej fazie średniowiecza, podchodzili
optymistycznie. Takie, a nie inne podejście, było spowodowane aktywną
chrystianizacją w IX/X w. Jednak wraz z rozwojem feudalizmu, ówcześni teolodzy
zaczęli rozwijać naukę Ojców Kościoła o „księciu tego świata”, jako przyczynie
zła (feudalizm). Podobne zmiany nauki o szatanie w średniowieczu można
zaobserwować w ówczesnej sztuce sakralnej, początkowo przedstawiano szatana - w
takiej samej mierze strasznego, jak śmiesznego, który niejednokrotnie był
przedmiotem kpin - jako uwodziciela, który oszukując i mamiąc zmysły, stara się
pokonać prawego rycerza i duchownego, których wprost nie jest w stanie
zwyciężyć. Jednak już w XI w. sztuka sakralna akcentuje moc szatana,
przedstawiając go jako pożerającego potwora, o czerwonych oczach, ognistych
włosach i skrzydłach z Apokalipsy.
Średniowiecze w ogólności nie wniosło wielkich zmian do koncepcji demonologii o
upadłych aniołach, którą stworzyli Ojcowie Kościoła, niemniej zasłużyło się w
rozwoju filozoficznej podstawy o złych duchach. Dopiero św. Tomasz z Akwinu,
przeprowadził w szczytowym okresie średniowiecza solidną demitologizację.
Stwierdza on, że demony to duchy czyste, byty inteligentne, istoty bezcielesne
i nieśmiertelne, obdarzone pamięcią i wolna wolą. Stworzone jako dobre, naturą
są najbliższe Bogu, chociaż są bytami złożonymi, tworzą hierarchię, która jest
uzależniona od możliwości poznawczych. Demony stanowią świat, który działa na
zgubę człowieka, są obdarzone mocą zniszczenia, zabijania, sprawują władzę nad
grzesznikami. Nie oznacza to, że walka z demonami jest szczególnie uciążliwa,
wystarczy znak krzyża, modlitwa, wezwanie imienia Jezusa, aby odeprzeć
skutecznie atak Złego.
Podkreślanie znaczenia szatana ma miejsce w późnym średniowieczu. Przyczyna
absolutyzowania szatana, według J. Sprycha leży w ówczesnej sytuacji,
charakteryzującej się kryzysem gospodarczym, Czarną Śmiercią, która pochłonęła
1/3 tamtejszej społeczności europejskiej, wojny (Stuletnia, Trzydziestoletnia),
kryzysem w Kościele (Wielka Schizma Zachodnia, Reformacja). Wszystkie
wymienione wydarzenia były swego rodzaju zapowiedzią czasów apokaliptycznych,
rychłego nadejścia końca świata, rozwijano ideę Antychrysta. Jest to czas, w
którym uwydatnia się niebywałe możliwości szatana, „jedną z niewielu rzeczy,
która jest poza zasięgiem demonów i ich władzy jest płodzenie potomstwa; mogą
jednak one, występując w roli sukkuba (demon płci żeńskiej), w czasie aktu
płciowego, ukraść nasienie mężczyzny, by następnie już jako inkub (demon płci
męskiej), zapłodnić kobietę.” Uwypuklanie roli szatana, ma miejsce również w
dziełach teologicznych. Do tego stopnia, że imię szatana występuje częściej niż
imię Boga. Oczywiście nie wszyscy przyjmowali tak skrajne stanowisko.
Wiek XVI i XVII głosi nawet, ze złe duchy mogą oddziaływać zarówno na ciało,
jak i duszę człowieka. Człowiek, przekonany o niemożliwości pokonania szatana,
rozpoczyna wojnę z jego przedstawicielami na ziemi. Nie ma litości dla nikogo,
giną poganie, Żydzi, heretycy, innowiercy, a nawet młode kobiety. Jest to w
Europie czas fanatycznych pogoni za czarownicami, które np. „wrzucano do wody,
jeżeli utonęła, był to znak, że była opętana, jeżeli nie utonęła, znaczyło to,
że jest opętana, bo woda jej nie przyjęła.” W owym czasie (XVII-XVIII w.)
Magisterium Kościoła wypowiada się dwukrotnie na temat szatana. Pierwsze
wystąpienie ma miejsce na Soborze Trydenckim (1546 r.), który streszcza naukę
św. Pawła, stwierdza również, że człowiek pozostaje pod władza szatana i
śmierci - uchwala dekret o grzechu pierworodnym. Drugie wystąpienie ma miejsce
w XVII w., wówczas Innocenty XI (1682 r.) wydaje instrukcje dogmatyczne
przeciwko kwietyzmowi.
Wiek XVIII przynosi odwilż zimnej i zaciętej walki z agentami szatana. Sam
szatan traci pozycję, jaką zajmował w średniowieczu. Postęp nauk medycznych i
przyrodniczych przyczynia się do odzyskania przez człowieka pewności siebie. Z
kolei wiek XIX wraz z rozwojem racjonalistycznej filozofii, przynosi negację
Boga. Podobnie się dzieje z szatanem, który zostaje zamknięty w lamusie
przesądów i zabobonów. Szatan zostaje „zauważony - doceniony” jedynie przez
artystów i poetów, dla których zawsze był źródłem inspiracji.
W czasach najnowszych, a szczególnie od początku lat sześćdziesiątych XX w.,
upowszechniła się również w Kościele, wyrosła z krytyki racjonalistycznej
opinia, poddająca w wątpliwość wpływ, a nawet samo istnienie szatana. Epoka
komputerów, energii atomowej, rozwoju medycyny w dziedzinie genetyki,
przyczyniły się do tego, że mówienie o szatanie staje się przejawem zacofania.
R. Laurentin stwierdza, że „Sobór Watykański II nie przedstawił systematycznego
czy nawet oficjalnego stanowiska Kościoła w sprawie szatana, przypomniał
jedynie nauczanie biblijne i tradycyjne.” Papież Paweł VI w homilii z 29
czerwca 1972 mówi „w obliczu sytuacji Kościoła współczesnego odnosimy wrażenie,
że swąd szatana przedostał się pewnymi szczelinami do Ludu Bożego [...]
Sądzono, że po soborze słońce zaświeci nad dziejami Kościoła, ale zamiast
słońca mamy chmury... niepewność. Głosimy ekumenizm, ale coraz bardziej
oddzielamy się od siebie.” 26 czerwca 1975 r. Kongregacja Nauki Wiary
opublikowała dokument odnoszący się ex professo do szatana, skoncentrowany
przeciwko obsesyjnemu skupieniu się na szatanie, ale przede wszystkim przeciwko
kwestionowaniu jego istnienia.
Również Jan Paweł II zajmuje w tej materii bardzo jasne stanowisko. Stwierdza
on, że Zły może nie tylko wpływać na martwe przedmioty, ale również może
zawładnąć człowiekiem, aby mu szkodzić. Jan Paweł II podkreśla osobowy
charakter demonów, ich władzę - która jednak nie jest nie ograniczona.
W czasach, gdy negowanie istnienia szatana zatacza coraz szersze kręgi,
obejmując również duchowieństwo, jego aktywność w świecie zwiększa się w sposób
bezprecedensowy. Największy podstęp diabła to przekonanie ludzi, że nie
istnieje! Trudno też powiedzieć, co byłoby większym zwycięstwem - służenie mu,
czy negacja jego istnienia? Niewątpliwie niebezpieczeństwo zlekceważenia roli
szatana w Biblii i wyrzucenie nauki o nim umieszczonej na tle historii zbawienia
do lamusa starożytności, jest dzisiaj bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Z
wielu bowiem stron pojawiają się pytania, czy nie należałoby poddać rewizji
tego punktu doktryny Kościoła, zaczynając od Pisma Świętego. Są tacy, którzy
uważają, że Święte Księgi nie dają żadnych podstaw do opowiadania się za
istnieniem czy nie istnieniem demonów, a jeszcze więcej jest takich, którzy
wprost powątpiewają w to istnienie.
Demonologia z pewnością jest to wiedza negatywna, która nie powinna być
przedmiotem kontemplacji, wszelkie jej upodobanie mogłoby być przejawem
niezdrowej postawy chrześcijańskiej. Z drugiej jednak strony znajomość szatana
i jego metod działania jest niezbędna dla wyjaśnienia walki duchowej,
prowadzącej do zbawienia. „Podczas gdy nasza wiedza o Bogu jest ożywcza,
pobudzająca, choć zarazem tajemnicza i oszałamiająca, to nasza wiedza o demonie
jest zwodnicza, trudna do ogarnięcia, tak jak wiedza o próżni, która zawsze
była postrachem badań naukowych.”
Zapraszam do szerszej lektury tematu demonologii.
Ireneusz Kondrów
Ilustracja - źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Demonologia







