Strona główna » Artykuły » Medytacja Słowa Bożego » Niedziele po Pięćdziesiątnicy » 33 Niedziela po Pięćdziesiątnicy : o Celniku i Faryzeuszu (Łk 18,10-14)

33 Niedziela po Pięćdziesiątnicy : o Celniku i Faryzeuszu (Łk 18,10-14)



Starożytni Grecy lubili urządzać rozmaite współzawodnictwa. W jednym takim współzawodnictwie w graniu i śpiewaniu brał udział niejaki Euangelos z Tarentu. Wystąpił on na scenie bardzo wykwintnie ubrany, z pozłacanym instrumentem w ręce. Ci, którzy oczekiwali na jego występ, szybko się rozczarowali, gdyż śpiewał bardzo słabo, a grał jeszcze gorzej. Został wyśmiany i wygwizdany. Po nim wystąpił Eumelos z Elidy, skromnie ubrany, ze starym i niepozornym instrumentem w ręce. Jednak jego muzyka i śpiew były nadzwyczajne. Publiczność długo nie pozwalała mu zejść z estrady.

Dzisiejsza Ewangelia przedstawia nam również dwa typy ludzi. „Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik" (Łk 18,10). Faryzeusz, surowy i na pozór bardzo pobożny Izraelita, i celnik, wzgardzony poborca podatkowy. W rzeczywistości reprezentowali oni pyszną zarozumiałość i pokorną skruchę. Faryzeusz, pewny siebie, właściwie nie modli się, tylko się chwali, pragnie zadziwić Boga swymi pozornie dobrymi czynami i śpiewa Bogu pieśń o sobie, jak gdyby przyszedł po nagrodę za to, że jest bandytą, rabusiem i rozpustnikiem. O grzechach nie wspomina; pragnie zrobić wrażenie, jakoby ich nie miał. Bóg jednak nie chciał jego zarozumiałej pieśni o samym sobie, faryzeusz powrócił do domu nieusprawiedliwiony i poniżony.

Znienawidzony celnik, świadomy swojej nędzy nie podnosi nawet oczu ku niebu. Przyszedł przed oblicze Boże z brzemieniem grzechów i pragnie tylko tego, by się od nich uwolnić. Jego modlitwa to tylko sześć słów: ,,Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!" (Łk 18,13). Chrystus przekonuje nas, że jest to najpiękniejsza pieśń ludzkiej duszy, melodia, której Bóg zawsze chętnie słucha. „Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten" (Łk 18,14).

Jezus wyciąga następnie wniosek: „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża będzie wywyższony" (Łk 18,14). Bóg nie cierpi pysznych i zarozumiałych; pozostawia ich w ich głupocie, by zostali poniżeni. Niestety, ludzi zarozumiałych i pysznych jest bardzo wielu na świecie. Mówią, że pycha jest najbardziej rozpowszechnioną chorobą duszy. Psychiatrzy twierdzą, że bardzo często jest ona przyczyną chorób nerwowych i psychicznych. Ludzie pchają się chorobliwie naprzód, szukają uznania i zaszczytów, przeceniają siebie, często wmawiają sobie wielkość, zasługi i prawa przed Bogiem i ludźmi. Kiedy oczekiwania ich zawiodą, sądzą, że Bóg ich nie słucha, a ludzie nie rozumieją, że dzieje się im krzywda. W ten sposób rodzą się oskarżenia, zaburzenia nerwowe i psychiczne, niepotrzebne zmartwienia, neurozy i choroby.

Jezus Chrystus, Boski lekarz dusz, ostrzega, że pycha i zarozumiałość jest trucizną dla ludzkiej duszy i dla całego życia ludzkiego. Pyszny chrześcijanin nie modli się, albo modli się mało i żle. Często powtarza on modlitwę faryzeusza: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie" (Łk 18,11) - wstrętni grzesznicy. Góry swoich grzechów w ogóle nie widzi. Pyszałek sądzi, że sam sobie wystarczy. „Przyjaciele, ja poza światem nie widzę nic, a na świecie tylko siebie" (Jeden z bohaterów powieści Wiktora Hugo). Takich jest więcej. Szatańska pycha zaciemniała im oczy tak, że nie chcą widzieć nic i nikogo, nawet Boga. Na świecie cenią tylko swój mały rozum i wielki żołądek.

„Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony". Bóg bardzo surowo osądza pychę i wskazuje nam, gdzie jest nasza słabość, a gdzie nasza siła. Człowiek pyszny jest słaby. Liczy tylko na swoje słabe siły. Jest kłamcą i oszustem, gdyż oszukuje samego siebie, przeceniając siebie i lekceważąc innych. Pycha i zarozu¬miałość zagradzają nam drogę do nieba, oddalają nas zarówno od Boga, jak i od ludzi. „Tylko pycha przeszkadza nam w osiągnięciu świętości; jest ona łańcuchem, który podtrzymuje w nas wszystkie nasze wady" (św. Jan Vianney). Dlatego właśnie Chrystus tak stanowczo z nią walczy. Aby nas z niej wyleczyć, zawisł na krzyżu: „Uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej" (Flp 2,8).

Kiedy byliśmy mali, matka pochylała się by nas wziąć na ręce i przytulić do swego serca. Wobec Boga musimy być zawsze małymi dziećmi. Wtedy Bóg postępuje jak matka. Bóg oddala się od tego, kto się unosi pychą. Bóg pochyla się nad tym, kto jest mały. Zresztą cóż możemy sobie wyobrazić? Nasza małość wobec Boga jest najoczywist-szą prawdą. Jeżeli uznajemy tę prawdę, Bóg uczyni nas wielkimi. „Człowiek o tyle wzrasta w oczach Bożych, o ile w swoich jest mały" (św. Antoni). Wszyscy pragniemy wielkości. Osiągamy ją tylko przy Bożej pomocy jako mali, skromni, pokorni i skruszeni. Refren pieśni naszego codziennego życia nie powinien brzmieć: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie", ale „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika".

o. Ivo Bagarić, Dziesięć minut na ambonie - C

Wersja elektroniczna -  Irenej

Dzielmy się Słowem Bożym!

Dodaj swój komentarz!




Rss Facebook Twitter Digg Wykop
  Odsłon: 1016


  • Spodoby, Hospody...

  • Wełyke Sławosłow'ja

  • Łytijni stychyry Uspeniju

  • Usnuła Maty Boża usnuła


Co najbardziej irytuje Cię w UKGK?