25. niedziela : Przypowieść o Dobrym Samarytaninie (Łk 10, 25-37)
Z Jerozolimy do Jerycha są trzydzieści cztery kilometry. Na tym odcinku droga przedzierając się przez Pustynię Judzką spada gwałtownie w dół pokonując przeszło tysiąc metrów różnicy poziomu. Przypowieść o Dobrym Samarytaninie, w której Jezus opowiada o człowieku schodzącym z Jerozolimy, jest więc oparta o realia.
Dzisiaj w połowie tej drogi stoi samotna gospoda, a przy niej jedyne w okolicy drzewo. W tym miejscu wedle tradycji lokalizuje się przytoczoną opowieść. Podczas ostatniego dziesiątka lat, dawna, piaszczysta droga karawan i pątników, przemieniona w asfaltowy, nowoczesny trakt. A mimo to sceneria ewangeliczna jakby nie uległa zmianie. Na pobliskim wzgórzu tej bezludnej okolicy nadal stoją ruiny dawnego zamku, który wybudowali Arabowie w miejscu starożytnej warowni. Miała ona bronić podróżnych przed rozbójnikami. Okoliczni ludzie nazywali go „Zamkiem Krwi" - jedni powiadają, że to z powodu margla o intensywnej, czerwonej barwie, którego pokłady widoczne wokół; drudzy, iż określenie to wywodzi się od krwi obficie tutaj przelanej przez rabusiów.
Przypowieść o dobrym Samarytaninie jest odpowiedzią, jaką dał Pan Jezus na pytanie: „kto jest moim bliźnim?" Zauważmy, że Pan Jezus nie mówi ogólnie: twoim bliźnim jest każdy człowiek. Taka odpowiedź byłaby prawdziwa, ale miałaby w sobie niewiele mocy zobowiązującej.
Kto jest moim bliźnim? Pan Jezus na to pytanie odpowiada nieporównanie bardziej konkretnie: bliźnim jest każdy człowiek, choćby twój nieprzyjaciel, który znalazł się w potrzebie, a jest on twoim bliźnim szczególnie wtedy, gdy znalazł się w twojej przestrzeni, a innych albo nie ma, albo mijają go obojętnie.
W przypowieści o dobrym Samarytaninie, będącej perłą Ewangelii Łukasza, zostaje też wyjaśnione, w jakim znaczeniu Jezus jest „obrazem widzialnym Boga niewidzialnego" i jaka jest wychowawcza funkcja tego „obrazu" w historii relacji człowieka z Bogiem. W dramatycznym opowiadaniu tej przypowieści pada jasne stwierdzenie, że Bóg jest miłosierny i że miłosierdzie jest Jego obrazem, obecnym w Jezusie. To On jest Samarytaninem z przypowieści, który pochyla się nad zranionym człowiekiem, opiekuje się nim i troszczy się, aby powrócił do zdrowia. Jest to przypowieść o naszych stosunkach (miłości) z Bogiem i bliźnim.
Miłość w stosunku do Boga i miłość w stosunku do człowieka to dwuskrzydłowe drzwi, które otwierają się i zamykają tylko razem (Kierkegaard). Miłość do Boga jest dla wszystkich bardziej oczywista, ale miłować bliźniego, każdego człowieka: żebraka z ulicy, sąsiada, który mnie nienawidzi, kryminalistę, który może zabił mi brata i wielką krzywdę wyrządził mojej matce; wszystkim czynić dobrze - to dla wielu jest nie do przyjęcia. Nie mieści się to w naszej ochrzczonej, ale ciasnej i samolubnej duszy.
Jezus Chrystus jednak właśnie tego się domaga. Obojętne kim jest i jaki jest, każdy jest spokrewniony z Panem Bogiem, każdy jest Jego dzieckiem, każdy jest młodszym bratem lub siostrą Jezusa Chrystusa, dlatego też przedstawia nieocenioną wartość. Bóg domaga się, byśmy kochali nie tylko Jego, ale i każde Jego dziecko, każdego człowieka. Bóg w pewien sposób utożsamił się z każdym człowiekiem i nasze serce nie ma prawa ich rozdzielać. Bóg chce, byśmy kochali wszystkie Jego dzieci i świadczyli o tym czynem. Kto tego nie uznaje, nie jest jeszcze chrześcijaninem, gdyż nie zaakceptował Boga.
Należy też pamiętać, że żaden czyn nie może być naprawdę dobry, jeżeli nie jest inspirowany miłością. Samarytanin z pustynnej drogi to nie tylko jego dzieło, ale przede wszystkim on sam, jego sposób bycia. Mistrz Eckharl mówi: „Nie przez działania będziesz zbawiony, ale przez swe bycie. Nie to, co robisz, będzie sądzone, ale to, czym jesteś". Co ci da opatrywanie napadniętych na drodze, karmienie głodnych, pojenie spragnionych, odwiedzanie więźniów, jeśli nie będzie to bezinteresowny dar? Czyż św. Paweł nie pisał: Gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a własne ciało wydal na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże (1 Kor 13,3).
Irenej






