Strona główna » Aktualności » Metropolia Szeptycki wobec tragedii Chełmszczyzny w 1938 r.

Metropolia Szeptycki wobec tragedii Chełmszczyzny w 1938 r.



List Metropolity Andrzeja Szeptyckiego w sprawie sytuacji na Chełmszczyźnie  

Andrzej, Metropolita Lwowski i Halicki, do Przewielebnych Bisku­pów, Najczcigodniejszych Kapituł i Czcigodnego Duchowieństwa Halickiej Prowincji Kościelnej.

Pokój Wam i łaska w Panu!

Wstrząsające wydarzenia ostatnich miesięcy na Chełmszczyźnie zmuszają mnie do tego, aby publicznie stanąć w obronie naszych prze­śladowanych braci, prawosławnych chrześcijan Wołynia, Chełmszczy­zny, Podlasia i Polesia, oraz wezwać Was do modlitwy w ich intencji i do dzieł pokuty, aby wyprosić z nieba Boże miłosierdzie.

Rozebrano lub zburzono prawie sto cerkwi, a wiele z nich zam­knięto. Spłonęło wiele cerkwi podpalonych rękami nieznanych przestępców. Zarówno w zamkniętych cerkwiach i kaplicach, jak i poza nimi zakazano odprawiania nabożeństw. Spośród zniszczonych cer­kwi niektóre były wysokiej klasy zabytkami architektury cerkiewnej. Często niszczono również naczynia liturgiczne. Nieraz siłą zmusza­no ludzi do przyjmowania wiary katolickiej w obrządku łacińskim. Utrzymujących się z mizernych datków księży, którzy posłuszni swo­im Władzom Duchownym sprawowali swoje obowiązki duszpaster­skie, władze wysiedlały i karały uciążliwymi grzywnami pieniężny­mi lub więzieniem. Niewinnych ludzi nieraz bito i wysiedlano z miejsc zamieszkania. Nie wolno tam nawet uczyć katechizmu i gło­sić słowa Bożego w języku ojczystym tego narodu.

Kościół prawosławny okrył się żałobą. Kościoły prawosławne z innych krajów nakazały modlitwy i posty w intencji wyproszenia z nieba zaprzestania prześladowań religijnych.

Cała prawosławna ludność Polski żyje w trwodze. Najświętsze i najszlachetniejsze uczucia ludności Chełmszczyzny zostały zranio­ne, zaś wszyscy wschodni chrześcijanie zjednoczeni z Kościołem powszechnym boleją nad ciosem, który zadano dziełu Zjednoczenia.

Wszystko to stało się w chwili, gdy rząd przedłożył do ratyfikacji układ w sprawie dóbr pounijnych, zawarty pomiędzy Stolicą Apostol­ską a Państwem Polskim. Ten zbieg okoliczności powoduje, że inicja­torzy i organizatorzy dzieła zniszczenia zrzucają odium za te zdarze­nia na Stolicę Apostolską. Wydarzenia na Chełmszczyźnie niszczą w duszach prawosławnych, naszych oddzielonych braci, już samą myśl o możliwości Zjednoczenia i powodują, że Kościół powszechny jest postrzegany jako wrogi i niebezpieczny dla narodu prawosławnego. W oczach kilku milionów mieszkańców Polski Stolica Apostolska zo­stała przedstawiona jako współwinna dzieła zniszczenia. Otwiera to nową przepaść pomiędzy Kościołami Wschodu i Zachodu.

Komu należy przypisać owe ruiny materialne i moralne? Któż ośmielił się w państwie katolickim zadać Kościołowi powszechnemu taki straszny cios na oczach Nuncjusza, przedstawiciela Stolicy Apo­stolskiej, oraz tak licznych biskupów katolickich? Któż ośmielił się na przekór interesom państwa dokonać takiego bezprzykładnego dzieła, depcząc tradycje Marszałka Józefa Piłsudskiego?

Mogło "to stać się jedynie na skutek inspiracji ukrytych wrogów Kościoła powszechnego i chrześcijaństwa. Wyłącznie im dzieło takie mogło przynieść korzyści. Mieli oni ułatwione zadanie, kiedy nisz­czyli część Kościoła powszechnego i naród, który do niego należy, gdyż mogli czynić to pod pozorem niszczenia wrogów państwa. Nisz­czyli oni Kościół katolicki przy milczącej aprobacie lub radosnych oklaskach wielu katolików. Nawet nie zwracaliśmy się z prośbą o po­moc do naszych braci obrządku łacińskiego, ponieważ mogliby nam jej odmówić, uznając nas, wbrew oczywistym dowodom, za obywateli nielojalnych wobec państwa.

W Polsce zakonspirowani wrogowie chrześcijaństwa nie mogą wystąpić otwarcie przeciwko katolikom, którzy są zbyt silni. Wrogo­wie chrześcijaństwa muszą maskować swoje ciosy. Działają za po­średnictwem innych, ale i wtedy można ich rozpoznać po celach, do których dążą.

Ośmieleni sukcesem odważyli się ostatnio ciężko uderzyć w nie­winnych i biednych wiernych oraz księży Chełmszczyzny, których w żaden sposób nie mogli oskarżyć o nielojalność wobec państwa. Ciosu tego nie mogli usprawiedliwić żadnym zarzutem pod adresem narodu Chełmszczyzny. Zadają ciosy, używając patriotycznych haseł „wyrównania historycznych niesprawiedliwości" i „niszczenia śladów niewoli", zaś nieświadomych chrześcijan popychają do uczynków niechrześcijańskich. Wrogowie chrześcijaństwa uderzyli tak zręcz­nie w niewinnych wiernych prawosławnych, że jednocześnie cios ten dosięgną! Kościoła powszechnego, lecz tym właśnie zdradzili siebie, pokazując, że są w rzeczywistości wrogami Kościoła powszechnego i chrześcijaństwa.

Z bólem odczuwamy wszystkie cierpienia naszych braci i zde­cydowanie musimy napiętnować występki antychrześcijańskie. Mu­simy uznać za akty prześladowania religijnego niszczenie cerkwi w miejscowościach, w których świątynie są potrzebne ludziom, za­kaz odprawiania nabożeństw cerkiewnych i karanie za modlitwę.

Ten moralny cios, który zadano samej idei Zjednoczenia Kościo­łów i autorytetowi Kościoła powszechnego oraz Stolicy Apostolskiej, musimy niestety uznać za triumf masonów, owych wrogów Kościoła.

Musimy zaprotestować przeciwko próbom rzucenia ponurego cienia podejrzeń, że Stolica Apostolska aprobuje walkę z Kościołem prawosławnym. Musimy również zaprotestować przeciwko temu, aby wydarzenia na Chełmszczyźnie oraz walkę polityczną przeciwko na­rodowi ukraińskiemu usprawiedliwiać interesami Kościoła katolic­kiego.

Być może dzisiaj opinia katolicka nie jest jeszcze zorientowa­na, dzisiaj jeszcze wielu katolików nie zdaje sobie sprawy z tego, co się stało, co się dzieje i co pozostanie jako groźne memento dla kato­lickiej Polski.

Zarówno dla prześladowanych, jak i dla nas pociechą jest to, że sprawiedliwy Bóg patrzy z nieba na nasze cierpienia. Los narodów spoczywa w Bożych rękach. Cierpienia biednego narodu Bóg może przemienić w jego rzeczywiste i trwałe dobro oraz na chwałę i zwy­cięstwo świętego Kościoła powszechnego.

Dano w Podlutem, w dzień św. Proroka Eliasza, 2 sierpnia roku Pańskiego 1938.  

List te został skonfiskowany przez cenzurę i nie był oficjalnie opublikowany. Jednak przed konfiskatą ukryto niewielką część nakładu, która rozszerzyła się różnymi prywatnymi kanałami po Galicji i całym świecie.

Z języka ukraińskiego przełożył Marek Skórka.

Źródło: *Metropolita Andrzej Szeptycki, Pisma Wybrane, Kraków 2000, s. 342-345.

www.andrej.pl





Rss Facebook Twitter Digg Wykop
  Odsłon: 1213

  • Komentarze (1)


  • Pola wymagane*.


Artykuł: Ks. Bogdan Pańczak
Wpis
Re: Metropolia Szeptycki wobec tragedii Chełmszczyzny w 1938 r.
sob sierpień 07, 2010, 15:29:16
Pod wieloma względami aktualne stosunki między Prawosławiem a Kościołem łacińskim są ideałem, do którego daleko jeszcze w relacjach między Kościołami prawosławnymi a Katolickimi Kościołami Wschodnimi, określanymi także jako greckokatolickie czy unickie. Każda ze stron wskazuje na różne przyczyny takiego stanu rzeczy. Dla prawosławnych kamieniem obrazy jest samo istnienie Kościołów unickich, które traktują jako odszczepieńców od macierzystaej wspólnoty. Zwięźle oddają to podejście słowa Patriarchy Bartłomieja I z przemówienia wygłoszonego podczas spotkania z papieżem Janem Pawłem II w Watykanie 27 czerwca 1995 roku, w którym mówił on o „prowizorycznej dopuszczalności niewłaściwego porządku uniatyzmu, tolerowanego tylko na zasadzie ekonomii eklezjalnej”. Strona greckokatolicka największą przeszkodę w szukaniu porozumienia z Prawosławiem upatruje w braku jednoznacznego rozliczenia się Kościołów prawosławnych za współudział, a przynajmniej za skwapliwe wykorzystanie sytuacji powstałej po zlikwidowaniu struktur Kościołów greckokatolickich w państwach komunistycznych poprzerz przechwycenie dóbr materialnych i pozbawionych swojej hierarchii wiernych. Pomimo pojawiających się tu i ówdzie prób podjęcia dialogu wydaje się, że realne zbliżenie między grekokatolikami i prawosławnymi nie będzie możliwe bez odważnych i zdecydowanych inicjatyw, do których muszą być najpierw przygotowani wierni obu stron.




Historia stosunków greckokatolicko-prawosławnych zna sytuacje, w których wierność sprawiedliwości i miłość do bliźniego nie pozwalała milczeć, i dyktowała sumieniu wzniesienie się ponad podziałami i wyraźne sprzeciwienie się, także kosztem negatywnej reakcji ze strony współwyznawców, krzywdzie wyrządzonej drugiej wspólnocie. Minęła właśnie sześćdziesiąta rocznica akcji niszczenia świątyń należących do Kościoła prawosławnego na Chełmszczyźnie. Polska historiografia kościelna jednoznacznie ocenia dziś te tragiczne wydarzenia. Ks. prof. Bolesław Kumor mówi o „brutalnym burzeniu cerkwi prawosławnych przez władze państwowe”. Po pierwszej fali likwidacji cerkwi w 1918 r., gdy burzono cerkwie w wielkich miastach (Warszawa, Kalisz, Płock, Włocławek), „zbudowane przez władze zaborcze dla propagandy Prawosławia”, ale i te na Chełmszczyźnie, gdzie wschodnie świątynie stały od niepamiętnych czasów, w 1938 r. przyszedł drugi etap rujnowania materialnych śladów Kościoła wschodniego, w którym zniszczono „112 cerkwi i kaplic, nie bacząc na ich wielkie wartości artystyczne”. Takie działania wywołały oczywiście naturalną reakcję. Pisze ks. Kumor: „i tym razem podniosły się słuszne protesty posłów ukraińskich z drem Stepanem Baranem i metropolitą Szeptyckim na czele”.




Zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego metropolita Andrej Szeptycki od samego początku akcji niszczenia cerkwi zajął jasne i zdecydowane stanowisko. Na tyle jasne i zdecydowane, że władze państwowe skonfiskowały List pasterski skierowany do hierarchii i duchowieństwa metropolii halickiej noszący datę 2 sierpnia 1938 roku. Ten list, obok roboczego wariantu nieopublikowanego apelu do wiernych zatytuowanego Prześladowania na Chełmszczyźnie ukazuje wielką wrażliwość Sługi Bożego Andreja Szeptyckiego na ludzką krzywdę oraz niezwykłe w tamtych czasach, ekumeniczne według dzisiejszych pojęć, traktowanie Kościoła prawosławnego.
Całą akcję niszczenia cerkwi metropolita Szeptycki uważał za działalność antypaństwową i wymierzoną przeciw spuściźnie politycznej po Marszałku Piłsudskim. Pyta on retorycznie w Liście: „Któż śmiał, wbrew interesom państwa, depcząc tradycje Marszałka Józefa Piłsudskiego, popełnić tak niecny czyn?” Inspiratorem i tym, kto miał czerpać z akcji największe pożytki była, według Szeptyckiego, masoneria. Urzeczywistnienie planu niszczenia cerkwi określa Metropolita jako jej tryumf i moralny cios wymierzony samej idei zjednoczenia Kościołów, a także autorytetowi Kościoła katolickiego i Stolicy Apostolskiej. Wielką troską Szeptyckiego była obrona tego autorytetu. Czytamy w Liście: „musimy zaprotestować przeciwko usiłowaniom rzucenia choćby cienia podejrzenia, że walkę z Kościołem prawosławnym aprobuje Stolica Apostolska”. Niepowetowaną szkodą wyrządzoną przez akcję było według Szeptyckiego skompromitowanie idei zjednoczenia Kościołów, gdyż zrzucenie przez inicjatorów burzenia cerkwi odpowiedzialności na Stolicę Apostolską za to co się stało „niszczy w duszach naszych prawosławnych braci samą myśl o zjednoszeniu i sprawia, że Kościół katolicki jawi się jako wrogi i niebezpieczny.”




Określenie prawosławnych jako braci nie jest tu - jak dowodzi całe życie Szeptyckiego - retoryczną formułą. Mieszkańcy Chełmszczyzny byli dla niego oczywiście braćmi w znaczeniu narodowościowym, ale tu źródłem wspólnoty była przynależność do Chrystusa. W liście do prawosławnego metropolity Dionizego, który dziękował Szeptyckiemu za obronę prawosławnych, Sługa Boży Andrej pisze: „mimo wszystkiego co nas dzieli muszę uważać Waszą Przewielebność za prawdziwego brata w Chrystusie i brać blisko do serca to, co Was w jakikolwiek sposób boli. Łączy nas Chrystus Zbawiciel, któremu obaj służymy; łączy nas miłość do wiernych Chrystusowego stada, dla dobra których każdy z nas pracuje na swoim polu”. O współcierpieniu z prawosławnymi najlepiej świadczy wydane przez Szeptyckiego polecenie włączenia do Liturgii Mszy św. ektenii (litanii) śpiewanej w czasie powszechnego nieszczęścia oraz zarządzenie postu i innych praktyk religijnych po to, by „przebłagać Pana Boga i wyprosić z nieba ulgę w cierpieniu dla naszych braci.”




Metropolita Szeptycki w wielu kwestiach dotyczących relacji między prawosławnymi i katolikami o wiele dziesięcioleci wyprzedził późniejsze tendencje. Dramatyczne wydarzenia z 1938 r. były smutną okazją do ukazania jego prekursorskiego stanowiska. W Apelu znajdujemy następujące słowa: „pragnąc dobra naszych braci prawosławnych, powtarzam im to samo, co pisali do nich ich duszpasterze oraz wyrażam pragnienie, aby nie porzucali oni swej wiary i swego obrządku”. Dalsze słowa niczym nie odbiegają od przyjętej dzisiaj przez Kościół katolicki zasady traktowania akatolików szukających jedności z następcą św. Piotra: „Oczywistym jest, że nikomu nie można zabronić przyjęcia wiary katolickiej wtedy, gdy w sumieniu jest przekonany, że to jego obowiązek. Kiedy natomiast nie ma takiego przekonania nikt nie powinien zmieniać swej wiary, powinien trwać przy swych duszpasterzach i przy wierze swych ojców w ścisłym znaczeniu tego słowa, czyli przy wierze swych rodziców i dziadków, i przy obrządku w jakim został ochrzczony”. Sześćdziesiąt lat temu takie poglądy nie były normą. Źródła takiego podejścia Szeptyckiego należy chyba upatrywać w uznawaniu przez niego siły zbawczej życia sakramentalnego Kościoła prawosławnego. O tym świadczą niezbicie słowa z Apelu, w których wyraża on ból i oburzenie z tego powodu, że „wierzący chrześcijanie nie mają gdzie zbierać się na modlitwę, pozbawieni są możliwości uczestniczenia we Mszy św. i składania przez ręce kapłana ofiary Przenajświętszej Eucharystii”.
  • Ahne Partene

  • Wełyczania Uspeniju

  • Pryjdite, pokłonimsia... Psałom 103

  • Stepenna praznyczna 'Ot junosty mojeja'


Co najbardziej irytuje Cię w UKGK?