Cerkiew chce ziemi i pieniędzy
Prawosławna Diecezja Lubelsko-Chełmska domaga się zwrotu ponad 1000 hektarów gruntów na Zamoj-szczyźnie. Według wstępnych szacunków, jakie przedstawili prawosławni, nieruchomości są warte ponad 30 mln zł. To nie wszystko. Chcą też odszkodowań za zniszczone obiekty sakralne. W tym przypadku wartości jeszcze nie określili
Do Komisji Regulacyjnej ds. Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego trafiły wnioski m.in. o zwrot 233,52 ha nieruchomości położonych w gminie Komarów, 14,46 ha w gm. Rachanie, 138,58 ha w gm. Tyszowce, 105, 49 ha w gm. Biłgoraj, 77,5 ha w gm. Sułów, 67,55 ha w gm. Tomaszów Lubelski, 44,79 ha w gm. Łukowa, 42,46 ha w gm. Nielisz, 31,8 ha w gm. Telatyn, 27,69 ha w gm. Susiec, 23,61 w gm. Miączyn, 22,12 ha w gm. Werbkowice, 19,05 ha w gm. Szczebrzeszyn.
– W wielu przypadkach przedstawiciele Kościoła prawosławnego nie określili dokładnego położenia gruntów, nie sprecyzowali też, jakie obiekty się na nich znajdowały – tłumaczy Przemysław Cieszkowski, kierownik oddziału geodezji, nieruchomości i rolnictwa w zamojskiej delegaturze Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Z dokumentów, jakimi dysponuje zamojska delegatura LUW wynika np., że prawosławni chcą odzyskać 48,61 ha w Zubowicach (gm. Komarów). Wartość gruntu oszacowali na 2,5 mln zł! Na wskazanych przez nich działkach są m.in. cmentarze, kościół rzymskokatolicki, sklepy, gospodarstwa rolne. Domagają się też odszkodowania za zniszczoną w 1929 r. drewnianą kaplicę w Komarowie.
– Nie mamy pojęcia, na jakiej działce była kaplica. Nie napisali, o który Komarów im chodzi. Mamy w gminie Komarów Osadę, Komarów Wieś, Komarów Dolny i Komarów Górny, a oni w swoim piśmie wspominają tylko o Komarowie. Zwrócimy się do Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej o bardziej konkretne informacje – zapowiada Wiesława Sieńkowska, wójt gminy Komarów.
Prawosławni chcą też zwrotu 67,56 ha w Przeorsku (gm. Tomaszów Lubelski). Tam są teraz np. ujęcie wody, parki i zieleńce. W gminie Sułów zamierzają odebrać tzw. Popówkę (tam był dom popa) w Rozłopach. Prawosławni oszacowali wartość nieruchomości (o pow. 77 ha) na prawie 1,7 mln zł.
W gminie Biłgoraj żądają oddania 27,99 ha gruntów w Soli (są tam np. cmentarze, działki należące do Kościoła rzymskokatolickiego, łąki). W tym przypadku szacunek mówi o 5,7 mln zł.
Z kolei w Tereszpolu Wolaninach chcieliby 49,55 ha, na których są m.in.: kapliczka, domki letniskowe, las oraz tartak. Wartość nieruchomości oszacowali na 2,65 mln zł.
W gminie Tyszowce obiektem żądań są działki o wartości 2,6 mln zł w Perespie (w tym teren należący do Kościoła rzymskokatolickiego i cmentarze).
W Chmielku (gm. Łukowa) są zainteresowani działkami o pow. 44,79 ha i wartości 3,85 mln zł. Na tym terenie są np. cmentarze, gimnazjum, kościół.
102 ha – nieruchomości o takiej powierzchni interesują prawosławnych w Rachniach. Ten majątek wycenili na ponad 2,16 mln zł.
Szczebrzeszyn miałby oddać prawosławnym 19,05 ha, o wartości 2,8 mln zł.
– Wiem tylko, że Prawosławna Diecezja Lubelsko-Chełmska upomina się o działkę, na której znajduje się budynek dawnej „harcówki”. Tam teraz jest Zakład Energetyki Cieplnej (w likwidacji) oraz tymczasowo świetlica środowiskowa – mówi Marian Mazur, burmistrz Szczebrzeszyna.
II RP zabrała, III RP oddaje
Większość nieruchomości, których zwrotu chce Cerkiew prawosławna, należy do osób prywatnych. One nie muszą obawiać się utraty majątku.
– Przepisy ustawy z 4 lipca 1991 r. o stosunku państwa do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego mówią, że roszczenia nie mogą naruszać praw do własności nabytych przez osoby trzecie – tłumaczy Przemysław Cieszkowski.
W 1919 r. prawosławni tylko na Zamojszczyźnie utracili ok. 4 tys. ha gruntów. Nieruchomości zostały oddane w tzw. przymusowy zarząd państwowy.
– Od roku 1991 Skarb Państwa oddał na Zamojszczyźnie Cerkwi prawosławnej ok. 1 800 hektarów. Odzyskali utracone ziemie lub dostali działki zamienne. Przed Komisją Regulacyjną ds. Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego toczy się wiele spraw dotyczących zwrotu nieruchomości, albo odszkodowania za utracone mienie. O niektórych jeszcze nie wiemy – mówi Cieszkowski.
Przed Komisją Regulacyjną ds. Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego prowadzone są też sprawy o odszkodowania za niszczone cerkwie m.in. w Jarosławcu, Uchaniach, Chyżowie (gm. Uchanie), Koble, Kułakowicach, Husynnem (gm. Hrubieszów), Prehoryłem, Kryłowie, Szychowicach (gm. Mircze), Nabrożu (gm. Łaszczów), Komarowie, Oszczowie (gm. Dołhobyczów), Telatynie, Tyszowcach, Siedliskach (gm. Zamość), Grabowcu, Koniuchach (gm. Miączyn), Krasnobrodzie, Nieledwi (gm. Trzeszczany) i Turobinie.
Co prawosławni zamierzają zrobić z odzyskanymi nieruchomościami i pieniędzmi z odszkodowań?
– Obiektom związanym z miejscem kultu zechcemy przywrócić dawną funkcję i oddać w użytkowanie wyznawcom prawosławia. Natomiast nieruchomości, na których Cerkiew prawosławna nie będzie prowadzić żadnej działalności, zostaną wystawione na sprzedaż, a pieniądze przeznaczymy na inwestycje, głównie modernizacje obiektów sakralnych – mówi Andrzej Boublej, rzecznik prasowy Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej.
fot. z rozbiórki Cerkwii w Kryłowie, pochodzą ze strony www.cerkiew1938.pl
Tak było w 1938
Ósmego czerwca 1938 roku specjalne brygady zaczęły burzyć cerkiew w Kryłowie. „Podaj Gospodi”, „Hospody pomyłuj” drwił jeden z robotników. Przygniotła go upadająca ściana. „To znak od Boga” – kręcili głowami świadkowie. W Łaszczowie burzenie cerkwi obserwował kilkusetosobowy tłum miejscowej ludności prawosławnej. Kiedy na ziemię zaczęły spadać pierwsze elementy rozbieranej świątyni, zaczęli płakać i lamentować.
„Wówczas policja państwowa puściła psa swego na małe dzieci, a starszych zaczęła bić pałkami gumowymi i okładać kolbami karabinów, starając się odpędzić ich od cerkwi. Wielu ludzi pobito. Policja z Tyszowiec utworzyła kordon wokół cerkwi i asystowała przez cały czas burzenia cerkwi, trwający trzy dni...” – relacjonował w interpelacji poselskiej dr Stefan Baran, domagając się wyjaśnień od Prezesa Rady Ministrów w sprawie zburzenia z polecenia starostów powiatowych świątyń prawosławnych. Tak było w innych miejscowościach.
Prawosławni – element niepewny
W odrodzonej w 1918 r. Rzeczpospolitej Polskiej prawosławie było drugim co do wielkości wyznaniem w kraju. Władze państwowe postrzegały Kościół prawosławny jako pozostałość struktur Cesarstwa Rosyjskiego – ostoję dawnego zaborcy. Tak jak w czasie zaborów Kościół prawosławny miał być narzędziem rusyfikacji ludności polskiej wyznania katolickiego, tak po odzyskaniu niepodległości władze II Rzeczpospolitej prowadziły wobec Kościoła prawosławnego politykę zmierzającą do podporządkowania go państwu. Ingerowano w życie Cerkwi, gwarantując sobie wpływ na obsadzenie stanowisk kościelnych, decyzjami administracyjnymi ograniczono rozbudowę, ale i liczbę świątyń prawosławnych. Najbardziej jaskrawym tego przykładem była tzw. akcja „rewindykacyjno-polonizacyjna”, przeprowadzona między majem a lipcem 1938 roku na terenie Lubelszczyzny i Kresów Wschodnich.
Akcję nadzorował Komitet Koordynacyjny Dowództwa Okręgu Korpusu II w Lublinie. W jego pracach uczestniczyli przedstawiciele władz administracyjnych, w tym wojewoda lubelski Jerzy Albin de Tramecourt oraz ponad 20 organizacji społecznych województw lubelskiego i wołyńskiego, m.in. organizacje kobiece, kombatanckie, związki strzeleckie, Obóz Zjednoczenia Narodowego. Przedstawicielom tych organizacji polecono zwoływać „spontaniczne” zebrania miejscowej ludności i uchwalać rezolucje żądające zburzenia świątyń, zawierające także „nazwiska popów, którzy najbardziej prowadzą robotę ukraińską”. Jednocześnie przystąpiono do likwidowania niektórych parafii prawosławnych, usuwania duchownych nieetatowych, wprowadzono obostrzenia w tworzeniu stowarzyszeń prawosławnych. Elementem „akcji rewindykacyjno-polonizacyjnej” było burzenie cerkwi pounickich. Oficjalna argumentacja była następująca: w wielu miejscowościach, w których nie ma prawosławnych, znajdują się niepotrzebne, niszczejące cerkwie, zbudowane w celach rusyfikacyjnych w okresie rozbiorowym; należy je zburzyć, by nie przypominały czasów niewoli. Rozbiórek dokonywały oddziały straży pożarnej, wojskowe oddziały saperów, wynajęci robotnicy, a nawet więźniowie. Zazwyczaj odbywały się pod osłoną wojska i policji. Wojewoda de Tramecourt w sprawozdaniu do dowódcy Okręgu Korpusu II w Lublinie informował, że od maja do lipca 1938 roku zburzono 91 cerkwi, 10 kaplic i 26 domów modlitwy. W sumie 127 obiektów sakralnych.
Jednocześnie prowadzono akcje „nawracania” na wiarę katolicką wyznawców prawosławia. Nierzadko całymi wioskami pędzono prawosławnych do kościoła, aby wyznali katolicką wiarę. Na przykład w kwietniu 1938 r., na Wielkanoc, doszło w Turkowicach do powszechnej spowiedzi i komunii katolickiej dla prawosławnych. Z Hrubieszowa na tę uroczystość przyjechała orkiestra wojskowa z 2 Pułku Strzelców Konnych z orkiestrą wojskową. Z Hrubieszowa i Sahrynia ściągnięto księży do pomocy. W wielu miejscowościach opornym ukraińskim chłopom oddziały „Krakusów” i „Strzelców” wybijały okna w chałupach, rozwalały kominy. „Strzelcy” i „Krakusi” darli pierzyny, do mąki nalewali nafty.
Źródło: www.kronikatygodnia.pl






