Sytuacja i stanowisko Szeptyckiego w czasie wojny polsko-ukraińskiej (1918 r.)
Metropolita Szeptycki, który wchodził w skład Ukraińskiej Rady Narodowej w czasie walk na ulicach Lwowa, był odcięty od pozostałych członków lej Rady, a także komendantury wojsk ukraińskich. W trzecim bowiem, dniu walk polski oddział wojskowy wyposażony w działa otoczył wzgórze, na którym znajduje się katedra św. Jura oraz rezydencja metropolity.
Oddziały ukraińskie troszcząc się o to, by świątynia nie uległa zniszczeniu i by metropolita nie ucierpiał, stanowisk polskich nie ostrzeliwały. Polacy natomiast, chociaż dosłownie Szeptyckiego nie uwięzili, to jednak ograniczyli swobodę jego ruchów tak dalece, iż nie zezwalali mu wchodzić do katedry, a nadsyłaną korespondencję kontrolowali. Nie można wykluczyć, iż jej część niszczyli.
Osaczony metropolita, co najwyżej pobieżnie był zorientowany w tym, co dzieje się na ulicach Lwowa, w którym, jak kiedyś w okresie wojen kozackich „nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą". Tym samym metropolita wówczas nie miał wpływu na przebieg zdarzeń. Zdołał załatwić jednak ważną sprawę, oczywiście tylko drogą listowną, mianowicie uwolnienie aresztowanych przez Ukraińców księży polskich.
W latach 1918-1919 metropolita Szeptycki wymieniał listy z metropolitą lwowskim Kościoła Rzymskokatolickiego, arcybiskupem Józefem Bilczewskim. Wtedy stosunki między tymi hierarchami, choć kurtuazyjne, nie były najlepsze. Obaj przecież przebywali we Lwowie i mogli do początku listopada 1918 spotykać się bezpośrednio.
Tymczasem jeszcze przed rozpoczęciem walk, 14 kwietnia Bilczewski skierował list do Szeptyckiego, w którym donosił:
Dochodzą mię z różnych stron diecezji wiadomości, że lud. ruski odnosi się wrogo do ludu polskiego, grozi mu zniszczeniem jego sadyb, wyrzuceniem za San.
Zaznaczył, że znane są mu nazwiska duchownych greckokatolickich, którzy uprawiają „wrogą agitację" i że jest gotów ich nazwiska podać, o ile Szeptycki tego sobie zażyczy. Odpowiadając na ten list, Szeptycki 15 kwietnia zaproponowały odbycie narady biskupów galicyjskich obu obrządków. Arcybiskup Bilczewski propozycję Szeptyckiego odrzucił, tłumacząc się tym, że biskupi polscy nie mogą w najbliższym czasie przybyć do Lwowa, ponieważ byli tu przed kilkoma tygodniami.
3 listopada w związku z osaczeniem przez oddział polski katedry greckokatolickiej i pałacu biskupiego, Szeptycki, praktycznie uwięziony, nie mógł udać się do Bilczewskiego. Bilczewski pod tym względem znajdował się w sytuacji lepszej, mógł przybyć na wzgórze św. Jura.Józef Wołczański, edytor do 1997 r. nieznanej korespondencji pomiędzy oboma metropolitami, tłumaczy to zachowanie Bilczewskiego w ten sposób:
... Wizyta... polskiego hierarchy u tak wysoko postawionej osobistości wrogiego narodu musiałaby zostać odczytana dwuznacznie, a właściwie jednoznacznie, jako kolaboracja sui generis.
Sądzę, że jest to tłumaczenie co najmniej wątpliwe. Postawa Bilczewskiego, który nigdy nie ukrywał niechęci do Ukraińców, który był współodpowiedzialny za storpedowanie wysiłków Bobrzyńskiego, tak była znana powszechnie, iż z pewnością nie byłby przez Polaków posądzany o „kolaborację".
Należy tu dodać, że o stosunku metropolity do Ukraińców niedwuznacznie świadczy pisownia raportu sporządzonego przez niego w roku 1920 dla ministerstwa spraw zagranicznych. Metropolita Bilczewski pisał w nim m.in.:
„ Ukraińcy" zdawali sobie jasno sprawę, że lud polski we wschodniej Małopolsce zrósł się... z obrządkiem łacińskim... Zrozumieli... „ Ukraińcy", że przywiązanie ludu polskiego do narodowości polskiej najłatwiej zniszczyć, jeżeli się go oderwie od obrządku łacińskiego... Przyznać należy, że „ Ukraińcy" wnioskowali trafnie.
Słowo „Ukraińcy" Bilczewski systematycznie ujmował w cudzysłów, w ten sposób dawał do zrozumienia, że akceptuje stanowisko caratu i polskich endeków, iż narodu ukraińskiego nie ma.
Natomiast w listach do Szeptyckiego cudzysłowów nie używał. Np. w liście z 14 listopada pisał:
Cieszysz się odezwą Ukraińców, plakatowaną na ulicach miasta. Obliczona ona na zjednanie ludności, która nie zna prawdziwego stanu rzeczy... Rada ukraińska, i komenda stawia warunki niemożliwe do przyjęcia. Sama nie jest w stanie opanować szerzącego się terroru, a żąda rozbrojenia od ludności (podkreślenie - A.S.)
Pomijając teraz sprawę braku cudzysłowów w tej korespondencji, trzeba zwrócić uwagę na to, że Bilczewski przyznał, iż przypadki terroru ze strony Ukraińców wymykał się kontroli władz ukraińskich. Komunikat polskiej komendy we Lwowie wyzyskał metropolita Szeptycki i nim poparł swoje stanowisko:
...Dzisiaj, gdy jestem odcięty od informacji z tamtego boku (tj. ukraińskiego - uw. A.S.), wstrzymać się (muszę) w jakiejkolwiek konkretnej sprawie z mym sądem. Audiatur et altera pars jest mi dzisiaj więcej niż kiedykolwiek imperatywem.
Przyznać trzeba, że Szeptycki nieco zmienił sens komunikatu podpisani co przez gen. Roję. W owym komunikacie jest tylko mowa o ukraińskich oddziałach wojskowych, a Szeptycki użył zwrotu „strona ukraińska". Pogląd Szeptyckiego, iż przed wydaniem oceny wiarygodności zeznań jednej strony trzeba wysłuchać i stronę drugą, tj. ukraińską, był oczywiście słuszny. Ponieważ Szeptycki był odcięty od kontaktów ze stroną ukraińską, wobec tego miał prawo wstrzymywać się przed wydaniem werdyktu potępiającego Ukraińców. W żadnym przypadku -jeżeli nawet przyjmiemy, że ostrożność jego szła zbyt daleko - nie wolno Szeptyckiemu zarzucać, iż rozmyślnie kłamał. Taki tymczasem zarzut metropolicie postawił Edward Prus.
11 grudnia metropolita Bilczewski, opierając się na informacjach zawartych w krakowskim dzienniku „Głos Narodu" o głodzeniu przez Ukraińców w Śniatynie młodocianych jeńców polskich, przekazał te informacje metropolicie Szeptyckiemu. Szeptycki, natychmiast odpowiadając Bilczewskiemu, napisał:
„Co do rzekomego zamorzenia głodem młodocianych jeńców w Śniatynie, wielce o prawdziwości tego faktu wątpię".
Napisał „wątpię", a nie np. „wykluczam", czy „neguję". Informacje o znęcaniu się, zwłaszcza głodzeniu jeńców polskich, prawie jeszcze dzieci, okazały się prawdziwymi. Ale odcięty, prawie więziony Szeptycki nie był w stanie wiadomości o rzeczywistej sytuacji w Śniatynie zweryfikować.
Zarówno komunikat podpisany przez generała Roję, jak i wyrażone później przez Piłsudskiego pragnienia spotkania się z Szeptyckim, które udaremnił gen. Rozwadowski, dobitnie świadczą o tym, że w tej wojnie, tragicznej, bratobójczej, w obozie polskim jednomyślności też nie było (o niedoszłym spotkaniu Piłsudskiego z Szeptyckim będzie jeszcze mowa trochę później).
W pierwszych dniach stycznia, gdy Lwów był opanowany przez siły polskie, Rozwadowski po konsultacji z Bilczewskim skierował list do Szeptyckiego, w którym najpierw w sposób uprzejmy prosił go, by duchowieństwu mu podległemu „przypomniał obowiązek chrześcijański zwalczania hańbiących wojsko i lud ukraiński gwałtów popełnianych ciągle na bezbronnej ludności", a następnie pouczał:
„Duchowieństwo unickie winno hamować... sztuczną nienawiść-Ukraińców do Polaków, którą perfidnie rządy austro-niemieckie od szeregu lat zaszczepiały".
„Gazeta Lwowska", która to pismo Rozwadowskiego opublikowała 4 stycznia 1919 r., od siebie dodała komentarz, z którego na szczególną uwagę zasługuje zdanie następujące:
Moralną... odpowiedzialność za te ubolewania godne akty gwałtu ponieść musi cale społeczeństwo ukraińskiej (podkr. A.S.)
Metropolita Biłczewski, który podobno tonował treść listu Rozwadowskiego do Szeptyckiego, zapewne nie zwrócił generałowi uwagi na to, iż - po pierwsze, nienawiść Ukraińców do Polaków nie zawsze była sztuczna, tj. pozbawiona rzeczowych podstaw i nie zawsze była podsycana przez władze austriackie.
Przecież nie Ukraińcom, ale właśnie Polakom Wiedeń przekazał urzędy, sądownictwo, szkolnictwo. A Ukraińcy np. nie domagali się zastąpienia we Lwowie uniwersytetu polskiego ukraińskim, lecz tylko chcieli mieć własny. Metropolita Biłczewski nie tylko nigdy nie wspomniał, że za cały tragiczny konflikt współodpowiedzialność ponoszą Polacy, a też nie zdobył się na to, aby napisać do redakcji „Gazety Lwowskiej" list potępiający zawartą w komentarzu tej gazety aprobatę zasady odpowiedzialności zbiorowej, wyrażoną zdaniem, iż całe społeczeństwo ukraińskie jest moralnie odpowiedzialne za gwałty popełnione na Polakach. A przecież sam metropolita Biłczewski we wspomnianym raporcie dla ministerstwa spraw zagranicznych napisał:
Nawet spokojniejsi Rusini lwowscy ostrzeliwania kościołów (rzymskokatolickich przez Ukraińców) nie brali za zwykły przypadek, skoro tego rodzaju postępowanie wojsk „ukraińskich" nazywali przede mną po prostu „świństwem".
Czyż więc i ci Ukraińcy, czy jak wolał Biłczewski, Rusini, mimo swego oburzenia mieli ponosić moralną odpowiedzialność razem z tymi, którzy kościoły ostrzeliwali? Brak konsekwencji w rzeczonym raporcie okazał Biłczewski i wtedy, gdy stwierdzał - z jednej strony - „iż chłopi «ukraińscy» zwracali się nie tylko przeciw większej własności polskiej, ale i ruskiej". I z tego wyprowadził dziwny wniosek:
Jak zatem widać, rząd i lud „ukraiński" podali sobie ręce, aby materialnie zupełnie zniszczyć Polaków we wschodniej Małopolsce.
Metropolita Biłczewski nie usiłował też sprostować nie całkiem prawdziwej opinii „Gazety Lwowskiej", iż w Galicji Wschodniej Ukraińcy stanowią mniejszość. W komentarzu tej gazety do listu Rozwadowskiego zostało napisane:
W tych warunkach współżycie ludności ruskiej z większością Polaków tak w mieście Lwowie, jak i w całym kraju, natrafia na bardzo poważne trudności.
Otóż wtedy, czego nikt nie kwestionował, w samym Lwowie Polacy stanowili zdecydowaną większość; Ukraińcy mniejszość i to skromną, ok. 11%. Po Polakach najwięcej było Żydów. Ale poza Lwowem, wręcz na jego obrzeżach, dominował chłopski żywioł ukraiński. Jeżeli nawet w innych miastach Galicji Wschodniej, np. w Stanisławowie, czy Tarnopolu, nie był on tak silny, jak na wsiach, to trzeba pamiętać, że cała Galicja Wschodnia była krajem rolniczym.
Skoro wszakże chłopi ukraińscy przejmowali i ruską „większą własność", czyli folwarki, to nie tyle walczyli z Polakami jako Polakami, lecz z właścicielami wielkich dóbr.
Źródło:
Fragment książki Andrzeja Siemianowskiego, Od kozackich żądań likwidacji Kościoła Unickiego do organizowania świadomości narodowej Ukraińców wokół tegoż Kościoła - Cz. II, Wrocław 2005, s. 55-59.
*Wersja elektroniczna - Ireneusz Kondrów
Źródło: www.andrej.pl







