Spór o cerkwie ciąg dalszy.
Na kanwie sporów o świątynie z Polskim Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym, rodzi się pytanie, dlaczego Archidiecezja Przemysko-Warszawska Kościoła Greckokatolickiego w Polsce chce odzyskać cerkiew w Przemyślu, skoro w tym mieście grekokatolicy mają już dwie świątynie? Co prawda funkcjonuje tylko jedna parafia katedralna, ale teoretyczne można utworzyć parafię u Ojców Bazylianów na Zasaniu. Grekokatolicy twierdzą, że niewielka parafia prawosławna w Przemyślu nie potrzebuje aż dwóch cerkwi, a spora część wiernych grekokatolików mieszka na Wołczu (dzielnica Przemyśla, w której znajduje się sporna cerkiew). Pozostałe cerkwie, o które starają się grekokatolicy, są położone w miejscowościach: Wysowa i Bielanka. Cerkiew w Bielance użytkują obecnie trzy konfesje: rzymokatolicy, grekokatolicy i prawosławni. Cerkiew położona w Wysowej jest o tyle cenna dla grekokatolików, że jest umiejscowiona obok siedziby proboszcza greckokatolickiego. Niemniej wydaje mi się, iż wymienione obiekty nie są grekokatolikom bezwzględnie potrzebne.
Myślę, że jeśli grekokatolicy mieliby być konsekwentni, to należałoby odebrać przede wszystkim cerkiew w Kalnikowie, największej parafii prawosławnej na Podkarpaciu, składającej się z byłych grekokatolików. Kolejna nieruchomość to świątynia i budynki cerkiewne położone w Sanoku.
Gdy słyszę o konflikcie z Kościołem prawosławnym, to wydaje mi się, że on przede wszystkim ma nam (grekokatolikom) szkodzić, a nie przynieść jakąkolwiek korzyść. Albo odbierajmy to co jest dla nas ważne, albo dla dobra ekumenizmu nie róbmy zamieszania o coś, co nie przedstawia dla nas wielkiej wartości. Z jednej strony grekokatolicy walczą o kilka mało istotnych obiektów, a nie zwracają się o rekompensatę od rzymokatolików, którzy użytkują o wiele cenniejsze obiekty. Kwestia cerkwi użytkowanych przez rzymokatolików będzie rozpatrywana w kolejnym artykule poświęconym wyłącznie relacjom pomiędzy grekokatolikom a rzymokatolikom.
Obiektywnie mówiąc, zarówno grekokatolikom jak i prawosławnym brakuje zdrowego podejścia do sprawy.
Czyż nie jest nadmiernym tupetem ze strony prawosławnej domagać się od grekokatolików respektowania decyzji podjętych przez hierarchów rzymskokatolikich. Czy hierarchia prawosławna nie powinna w pokorze zwrócić się do grekokatolików o przekazanie owych świątyń, a nie z arogancką butą stać na pozycji roszczeniowej? Wielkim nietaktem ze strony prawosławnej jest również szerzenie nieprawdziwych historii o rzekomym równouprawnieniu w PRL-u grekokatolików i prawosławnych.
Doskonałym przykładem „równouprawnienia" prawosławnych i grekokatolików jest parafia w Hłomczy, gdzie po roku 1956 miejscowi wierni Kościoła greckokatolickiego podjęli starania, aby erygować tam parafię greckokatolicką. Zwracali się z listami do Abpa Stefana Wyszyńskiego, a także Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jednak bez skutku. Kardynał Wyszyński miał powiedzieć wiernym Hłomczy, że z tego co mu wiadomo, ludność ukraińską wysiedlono na Ukrainę . Natomiast MSW po kolejnym liście z prośbą o księdza greckokatolickiego, przysłało do Hłomczy księdza prawosławnego. Czy to jest przykład równouprawnienia? Czy nie jest to przejaw zmuszania ludności greckokatolickiej do przejścia na prawosławie?
Dzisiaj Abp Adam deklaruje, że w miarę możliwości udostępni cerkwie grekokatolikom. Ale Abp Adam musi także wziąć pod uwagę fakt, iż w społeczności greckokatolickiej są osoby, które zwracały się w latach 90-tych do niego o udostępnienie cerkwi w Sanoku, a on tego nie uczynił, twierdząc, że udostępnienie świątyni grekokatolikom może spowodować stopniowy zanik parafii prawosławnej w Sanoku.
Dlaczego wspólne użytkowanie cerkwi przez grekokatolików i prawosławnych mogło doprowadzić do zaniknięcia parafii prawosławnej? Rzymokatolik może mieć trudności w zrozumieniu powyższego twierdzenia, ale gdy przytoczę fakt, że Kościół prawosławny na Podkarpaciu składa się z byłych grekokatolików, to wówczas wszystko staje się jasne. Nie można wpuścić księży greckokatolickich do cerkwi prawosławnych, bo wierni mogą powrócić do swego pierwotnego wyznania. W latach powojennych porzucili Kościół greckokatolicki nie z miłości do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, jat twierdzą co niektórzy kapłani prawosławni, ale z przymusu, czego przykładem jest Hłomcza. Nie mieli innej możliwości, bo Kościół greckokatolicki do 1989 roku był nielegalny(katakumbowy).
W tym miejscu należy także wspomnieć o tzw. Górze Jawor koło Wysowej, o którą trwa także spór pomiędzy grekokatolikami i prawosławnymi. W tej kwestii uważam, że prawosławni powinni pamiętać, że już posiadają co najmniej jedno greckokatolickie sanktuarium - Świętą Górę Grabarkę. Bracia prawosławni! Grekokatolicy jeszcze mają w pamięci sanktuarium w Siemiatyczach, którego zostali pozbawieni w 1839 r. na podstawie dekretu cara Mikołaja I likwidującego Kościół greckokatolicki w Imperium Rosyjskim.
Jak widać spór o cerkwie jest bardzo złożony. Zarówno grekokatolicy jak i prawosławni powinni spojrzeć w takiej sytuacji na postać greckokatolickiego metropolity Andrzeja Szeptyckiego.
W 1929 roku, gdy rozpoczęła się tzw. rewindykacja władz, Polska zażądała zwrotu ponad 700 cerkwi - biskupi łacińscy na tzw. Kresach Wschodnich wystąpili z powództwem cywilnym przeciwko Kościołowi prawosławnemu o zwrot kościołów i klasztorów łacińskich oraz unickich, zabranych w czasach zaborów przez rząd carski i przekazanych prawosławnym. Wówczas A. Szeptycki stanął w obronie Kościoła prawosławnego i w wywiadzie dla krakowskiej gazety „Czas" (5 II 1930) twierdził, że rewindykację podjęto bez jego zgody. Nie poparł żądań biskupów polskich co do dalszej rewindykacji dóbr pounijnych w województwach wschodnich (Lubelszczyzna, Podlasie), gdyż godziło to w stan posiadania ukraińskiego i zagrażało przyszłej współpracy z Kościołem prawosławnym.
W wywiadzie dla czasopisma „Dzień Polski" Szeptycki akcentował, że ów naród - z terenów rewindykacji - był chrzczony w tych cerkwiach i modlił się w nich, a ta głęboka wiara jest ważniejsza niż stan majątkowy. Metropolita uważał, iż świątynie powinny pozostać przy właścicielu, gdyż taka sytuacja może doprowadzić do tego, że rozgoryczeni wierni rzucą się w ramiona sekt i komunistów.
Szeptycki odpowiedział w duchu wybitnie ekumenicznym, że sto lat temu rząd carski odbierał świątynie unitom, a teraz ma się je odbierać prawosławnym, choć przecież wówczas i teraz modlono się w nich do tego samego Boga.
W roku 2008 zarówno prawosławni jak i grekokatolicy będą upamiętniać jubileusz 1020 - rocznicy Chrztu Rusi - Ukrainy, który, mam nadzieję, przypomni nam grekokatolikom i prawosławnym, że jesteśmy dziećmi tego samego Kościoła Kijowskiego.
Nie pozwólmy, aby wydarzenia historyczne niejednokrotnie niezależne od nas grekokatolików i prawosławnych, a spowodowane tyranią caratu bądź władzami PRL-u, nadal niszczyły nasz jeden wspólny Ukraiński Kościół Kijowski. Jubileusz Chrztu Rusi-Ukrainy przypadający w roku 2008 jest niepowtarzalną szansą na poprawę naszych międzykonfesyjnych relacji. Módlmy się o mądrość Bożą dla naszych hierarchów, aby zakończyli ten destrukcyjny spór naszego jedynego Prawosławnego Kościoła Kijowskiego.
Ireneusz Kondrów
( Foto: Mirosław Klinowski)







