25 niedziela po Pięćdziesiątnicy: Kto jest moim bliźnim? (Łk 10, 25-37)
Przypowieść o dobrym Samarytaninie jest odpowiedzią, jaką dał Pan Jezus na pytanie: „kto jest moim bliźnim?” Zauważmy, że Jezus nie mówi ogólnie: twoim bliźnim jest każdy człowiek. Taka odpowiedź byłaby prawdziwa, ale miałaby w sobie niewiele mocy zobowiązującej.
Kto jest moim bliźnim? Jezus na to pytanie odpowiada konkretnie: bliźnim jest każdy człowiek, choćby twój nieprzyjaciel, który znalazł się w potrzebie, a jest on twoim bliźnim szczególnie wtedy, gdy znalazł się w twojej przestrzeni, a innych albo nie ma, albo omijają go obojętnie. Podobnie jak dwaj pierwsi bohaterowie dzisiejszej Ewangelii: lewita i kapłan.
Nie wiemy, dlaczego obaj szybko się oddalili. Na pewno takie zachowanie umieli sobie uzasadnić. Uznali sprawę za beznadziejną? Spieszyli się? Nie chcieli narażać się na kultyczne zanieczyszczenie przez kontakt z potencjalnym nieboszczykiem? Obydwaj prawdopodobnie udawali się do świątyni w Jerozolimie.
Sewer z Antiochii (+538) w osobach kapłana i lewity upatruje Stary Zakon. Mówi: „Prawo dane przez Mojżesza przeszło mimo” człowieka cierpiącego.
Sewer i Klemens Aleksandryjski w osobie Samarytanina widzą samego Jezusa: „A kimże innym byłby ów litościwy Samarytanin, jak nie samym Zbawicielem? (…) On to na zranione dusze nasze wylał wino – krew szczepu winnego Dawida; On to przyniósł oliwę – litość serca ojcowskiego i darzy nią obficie…”
Miłosiernym Samarytaninem jest każdy człowiek, który zatrzymuje się przy cierpieniu drugiego człowieka, jakiekolwiek by ono było (Jan Paweł II). Owo zatrzymanie nie oznacza ciekawości, ale gotowość i otwartość serca. Samarytanin jest ikoną człowieka wrażliwego na cudze cierpienie, „wzruszającego się” nad bliźnim w potrzebie. Dzisiejsza Ewangelia nawołuje nas do wewnętrznego rozbudzania współczucia na krzywdę innych ludzi.
Jezus w osobie Samarytanina pokazuje, jaki powinien być nasz stosunek do cierpiących bliźnich. Na pewno nie wolno nam ich mijać, przechodzić z obojętnością!
Dzisiejszą przypowieść nie można rozpatrywać bez nawiązania do nauki Jezusa o Sądzie Ostatecznym: „Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.”(Mt 25,40)
Mówiąc o Sądzie ostatecznym, Jezus zaakcentował, że każdy uczynek miłości w stosunku do cierpiącego człowieka, jest równocześnie skierowany do samego Zbawiciela: „byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie… ”(Mt 25, 35-36).
„Człowiek… nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”(Jan Paweł II). Metropolita Szeptycki nauczał, że: „Jego (Jezusa – przyp. I.K.) nauka i Jego łaska zmierzają do tego, aby nauczyć człowieka pokonywać samolubstwo i żyć nie dla siebie i nie tylko swego szukać, a tego, co bliźniego i dobra bliźniego, dobra ogółu (dobra wspólnego – przyp. I.K.). Dlatego obowiązki chrześcijanina wobec ogółu, społeczne obowiązki chrześcijanina są, można by powiedzieć, pierwsze, bo odpowiadają najsłuszniejszemu, fundamentalnemu zamysłowi Chrystusa.” Wartość człowieka (chrześcijanina)według Szeptyckiego przejawia się w tym na ile jest on związany ze wspólnotą bliźnich i na ile potrafi siebie ofiarować innym.
„Nic nam tak nie przybliża Boga, jak nasz bliźni (Vladimir Ghika). Boga nie można dosięgnąć rękami, opatrzyć mu ran, otrzeć łez. Jest jednak obok nas człowiek. Co czynimy jemu, czynimy Bogu. Nie pomijamy więc człowieka. Swoją postawą i miłością świadczmy, że jest on bratem naszym i Jezusa Chrystusa (Ivo Bagarić).
Ireneusz K.







